Bitwa pod Leyte z zaznaczeniem kolejnych starć:1. morze Sibuyan 2. cieśninia Surigao 3. Przylądk Engaño 4. Samar
Na czerwono zaznaczone manewry zespołów japońskich
Wykrycie zespołu Kurity
Główne siły floty japońskiej zostały wykryte za nim bitwa tak naprawdę się zaczęła. Zespół główny pod dowództwem admirała Kurity został wykryty w rejonie cieśniny Palawan przez dwa pozostawione tam okręty podwodne typu Gato. Były to USS ,,Dace`` i USS ,,Darter`` Wykrycie zespołu miało miejsce w nocy z 22 na 23 października. Po nadaniu meldunku o wykryciu zespołów obie amerykańskie jednostki zaatakowały z powodzeniem okręty Japońskie. Okręty podwodne zatopiły krążowniki ,,Atago`` i ,,Maya`` oraz uszkodziły trzeci krążownik ,,Takao``. Co ciekawe wszystkie trzy były typu Takao, a ,,Atago`` był wręcz okrętem flagowym Kurity. Tu trzeba też zaznaczyć że amerykanie błędnie zidentyfikowali ,,Maya``. W meldunku widnieje informacja o zatopieniu okrętu typu ,,Kongo``. Jednak pomyłka gdy spojrzymy na zdjęcie okrętu nie może dziwić. Po zdjęciu trzeciej dziobowej wieży z działami kal. 203 mm upodobniło jednostkę do wyżej wymienionego pancernika. ,,Darter`` jednak przy próbie ataku na uszkodzonego ,,Takao`` wszedł na mieliznę, gdzie potem dobił go USS ,,Nautilus`` . Mimo to akcja dwóch okrętów podwodnych pozbawiła jedynego atutu – zaskoczenia, o czym Kurita doskonale wiedział
USS Dace jeden z bohaterów cieśniny Palawan
japoński krążownik Maya, brak 3 wieży sprawił że go pomylono z okrętem typu ,,Kongo``
Bitwa na Morzu Sibuyan
Lotniskowce amerykańskie prawie natychmiast po otrzymaniu informacji rzuciły się z całą potęgą do ataku. Co ciekawe pierwsi z powietrza zaatakowali Japończycy z baz na Luzonie, biorąc na cel grupę czterech lotniskowców adm. Teda Shermana(„Essex”, „Lexington”, „Princeton”, „Langley”). Do ataku rzucono około 200 samolotów. Wyszły braki w wyszkoleniu, i brakach sprzętowych Japońskiego lotnictwa. W większości samoloty wysłane przeciw Amerykanom zostały zestrzelone zanim dotarły do okręty. Gdy wydawało się że atak odparty, ok. godz. 9.39 24.10.44 z chmury znurkował pojedynczy bombowiec nurkujący D4Y i trafił bombą w pokład lekkiego lotniskowca „Princeton”. Bomba eksplodowała w piekarni okrętowej, a płomienie spowodowały eksplozje wtórne które spowodowały ciężkie uszkodzenie jednostki. Co więcej, gdy do jego burty podszedł krążownik USS „Birmingham”, aby pomóc w zwalczaniu pożaru i przejąć część załogi i rannych, nastąpiła największa z eksplozji. Marynarze na pokładzie krążownika zostali zdmuchnięci z pokładu. „Princeton” zatonął dobity tego samego dnia torpedami własnych okrętów. Na pokładach obu okrętów zginęło ponad 400 marynarzy, a drugie tyle zostało rannych. Kontrakcja zespołu lotniskowców amerykańskich była po tym ataku natychmiastowa, przez kilka godzin ciągłych ataków zrewanżowali się w pełni ze straty.
Samoloty z okrętów „Cabot”, „Enterprise”, „Essex”, „Franklin” i „Intrepid” wykonały blisko 250 ataków na okręty Kurity.
Gigantyczny ,,Musashi`` trafiony 20 torpedami i ponad 15 bombami poszedł na dno. Notabene na jego pokładzie znajdowali się marynarze z zatopionego wcześniej ciężkiego krążownika ,,Maya``. Co ciekawe kolos jako uzbrojenia przeciwlotniczego używał pocisków San Shiki, co czyniło 460 mm największymi działami przeciwlotniczymi świata. Jednak przewaga powietrzna sprawiła że w końcu poszedł na dno, a wraz z nim ponad 1000 marynarzy. Uszkodzeniu uległ też bliźniaczy ,,Yamato``, a ponadto uszkodzeniu uległy pancernik ,,Nagato`` oraz kilka mniejszych jednostek. Te wypadki spowodowały że dowodzący 3 Flotą adm. Halsey popełnił błąd który mógł amerykanów wiele kosztować. Tu trzeba zaznaczyć jedną rzecz, słabość japońskiej artylerii przeciwlotniczej. Okręty Cesarstwa mimo że dozbrajano je stale w działka małokalibrowe(Atago miał po ostatniej modernizacji blisko 60 armat kal. 25 mm) cierpiała na brak szybkostrzelnych armat kal. 40-75mm takich jak amerykańskie Boforsy. Mimo że pracowali nad taką bronią to dalej podstawową bronią były armatki typ 96 25 mm, które bazowały na Francuskich działkach Hotchkinsa. O ile może na początku działań mogły się pochwalić poprawnymi osiągami, to w 1944 roku była ta broń przestarzała.
Musashi pod bombami
Cieśnina Surigao – ostatnie starcie pancerników( a raczej rzeź)
plan bitwy
Zespół wiceadm. Nishimury zbliżał się okrężną drogą na spotkanie z siłami głównymi wicadm. Kurity. Aby dopłynąć w wyznaczone miejsce spotkania, musiał pokonać cieśninę Surigao. W tym rejonie miało nastąpić połączenie z grupą wiceadmirała Shimy. Amerykanie byli już uprzedzeni o marszu Japończyków – uznali co prawda, że zespół główny stracił już swą moc bojową, jednak wiedzieli o istnieniu jeszcze jednej, nie atakowanej do tej pory grupy okrętów japońskich. Tu nastąpił błąd Halseya, gdyż ten kazał swoim głównym siłom zmierzyć się z groźniejszym w mniemaniu amerykańskich dowódców przeciwnikiem – lotniskowcami adm. Ozawy.
Amerykańskie dowództwo, mimo optymizmu po atakach na zespół Kurity, chciało jednak zablokować cieśninę Surigao. Obawiano się scenariusza, który spotkał dwa lata wcześniej US Navy koło wyspy Savo w rejonie Guadalcanalu, gdy to japoński zespół zaskoczył amerykańskie okręty i zatopił 5 jednostek bez strat własnych. Wiedziano, że zespoły japońskie będą starały się przejść przez cieśninę w nocy. Do tego zadania wyznaczono grupę pod dowództwem adm. Jessego B. Oldendorfa. Amerykański dowódca miał pod swymi rozkazami grupę sześciu starszych pancerników (z czego 5 weteranów z Pearl Harbor)w osłonie sześciu niszczycieli w głównym zespole, od lewej flanki ubezpieczany był przez trzy ciężkie, dwa lekkie krążowniki i dziewięć niszczycieli. Prawa flanka była chroniona przez jeden ciężki i dwa lekkie krążowniki w eskorcie dwóch eskadr niszczycieli – w sumie 13 jednostek. Do tego dochodziła grupa 45 kutrów torpedowych.
Amerykanie posiadali wyraźną przewagę nad oboma zespołami japońskimi, zarówno w liczbie, jak i jakości okrętów. Okręty US Navy były wtedy już standardowo wyposażane w radary lepsze od japońskich, a załogi były doskonale wyszkolone w prowadzeniu ognia według ich wskazań. W tym układzie paradoksalnym może wydawać się fakt, że zadanie wykonania głównych uderzeń adm. Oldendorf powierzył nie wielkim okrętom, lecz lżejszym jednostkom,Powód jest dosyć prosty, amunicja na pancernikach była na wykończeniu gdyż był to zespół wsparcia sił desantowych i wystrzelały praktycznie zapas przy walkach z umocnieniami na lądzie
Amerykański admirał ustawił swoje okręty tak, aby zablokować całą cieśninę i nie przepuścić żadnego wrogiego okrętu. Zakładano najpierw ataki torpedowe mniejszych jednostek, a dopiero po tym ewentualną walkę kolosów. Pancerniki miały być zostawione na sam koniec. Takie ustawienie po starciu Oldendorf skomentował krótko: „Nigdy nie dawaj cwaniakowi szansy. Jeśli jest tak szalony, aby zbliżyć się do mnie ze słabszymi siłami, to z pewnością nie zamierzam dać mu równej szansy”. Japończycy w trakcie marszu zostali wykryci przez lotnictwo amerykańskie, i koło godz. 9:00 zostali zaatakowani, ale uszkodzenia po mimo kilku trafień były niewielkie. W nocy z 24 na 25.10.44 okręty Cesarstwa pojawiły się na ekranach radarów kutrów torpedowych, a te natychmiast zwiększyły prędkość i ruszyły do ataków falowych. Okręty japońskie zareagowały włączeniem reflektorów i ostrzałem artyleryjskim. Ataki najlżejszych jednostek Olendorfa nie odniosły większych sukcesów Ataki zakończyły się około 2.10. Nishimura mógł być zadowolony – żaden z jego okrętów nie został trafiony mimo kilku fal ataków. Nadał meldunek, że posuwa się w głąb cieśniny, ale nie zna liczebności sił amerykańskich w tym rejonie. Wkrótce jednak przekonał się że to dopiero początek Po kutrach, do ataku zostały rzucone niszczyciele Jessy’ego Cowarda. Około 3:00 Japończycy, już nieco zmęczeni walką z kutrami, zobaczyli niszczyciele sunące do ataku torpedowego. Odpowiedzią japońską było zapalenie reflektorów i ponowna kanonada z dział. W przeciwieństwie to poprzedniego ataku ten ukazał się skuteczny. Jedno z ,,cygrar`` US Navy trafiło w pancernik „Yamashiro”, kilka innych ugodziło w „Fusō” . Pancernik po tym trafieniu stracił prędkość i nie mógł kontynuować dalszego marszu. Około 3:40 potężna eksplozja rozerwała stary pancernik na dwie części.
Reszta sił jednak dalej kontynuowała marsz w stronę cieśniny, tam zaś czekały na nich następne okręty amerykańskie i australijskie . Okręty alianckie rzuciły się do ataku torpedowego około 3.20. „Yamashiro” został ponownie trafiony i zmuszony do zmniejszenia prędkości. Po nim nastąpiła kolejna fala ataku tym razem z lewej flanki, z tego rejonu uderzyły kolejne niszczyciele. Okręty Amerykańskie zbliżyły się i wyszły na pozycję do ataku torpedowego, po odpaleniu torped rozpoczęły odwrót pod ostrzałem japońskiego zespołu. Dwóm udało się ujść bez strat, jeden został uszkodzony dość poważnie. Pancernik „Yamashiro” został trafiony czterokrotnie torpedami przy tym ataku. W tym czasie adm. Oldendorf ustawił swoje pancerniki „w pozycji kreski nad T”, czyli w taki sposób, aby jego pancerniki mogły strzelać całymi salwami burtowymi, podczas gdy okręty japońskie mogły odpowiadać tylko z wież dziobowych.
Przed pancernikami ustawił krążowniki, w efekcie doszło do takiej sytuacji, że ugrupowanie amerykańskie przyjęło kształt nie tyle linii prostej, owej pałeczki nad literą T, ile bardziej półkola czy półksiężyca.
Po godz 4:00 Amerykanie rozpoczęli ostrzał, gdy przeciwnik był na dystansie 15600 , co dla pancerników dystansem nikłym. Mimo potężnej nawały ogniowej Japończycy mimo tego nadal posuwali się w głąb cieśniny i odpowiadali na ogień. „Yamashiro” został wielokrotnie trafiony ciężkimi pociskami, ostatecznie idąc na dno koło godz. 4.30, a krążownik ciężki „Mogami” który szedł za nim ciężko uszkodzony zaczął się wycofywać . W tym samym czasie do cieśniny zbliżał się zespół wiceadmirała Shimy, mający spotkać się z resztkami zespołu nieżyjącego już w tym momencie wiceadm. Nishimury. Zespół wszedł w zasłonę dymną postawioną w trakcie wcześniejszych walk i w tym miejscu nastąpiła kolizja „Nachi” z „Mogami” uchodzącego z rejonu walki. Zderzenie to wydaje się do dziś dziwne, ponieważ „Mogami” był doskonale widoczny, jako że palił się w wielu miejscach. Sam krążownik został potem dobity przez lotnictwo USA. Bitwa, a raczej rzeź pokazał co w walce w nocy oznacza technika. Bo zatopienie ,,Yamashiro`` to nic innego jak masakra, sam zaś zespół Nishimury nie miał większych szans w ciasnych wodach z przeciwnikiem doskonale wstrzelanym, i co by nie mówić odważnym.
wizja artystyczna bitwy
Samar czyli Dawid kontra Goliat
Sytuacja która wytworzyła się nad ranem 25.10.1944 roku pokazała że postępowanie Halseya było błędem, ale po kolei. W czasie gdy okręty Nishimury już w większości spoczywały na dnie morza, Kurita uparcie dążył do bitwy walnej z flotą amerykańską. Zespołowi jak na razie, poza stratami na morzu Sibuyan, udało się zrealizować zamierzenia, przeszedł przez cieśninę San Bernardino jak zakładano i skierował się w kierunku wyspy Samar. Na drodze do wygranej znalazł się zespół lotniskowców eskortowych pod dowództwem kontradmirała Cliftona Sprague’a, Który był jedną z trzech części zespołu Task Force 77.4. Zespół ten nazwany był Taffy 3. Oba zespoły zauważyły się około 7 nad ranem i obie strony były kompletnie zaskoczone wzajemnym natrafieniem na siebie. Reakcja amerykańska była natychmiastowa, lotniskowce wyrzuciły posiadane samoloty do ataku na wroga, i rozpoczęły ucieczkę kontr kursem . Samolotom kazano atakować w taki sposób, by maksymalnie utrudnić japońskiemu zespołowi ostrzeliwanie i zniszczenie lotniskowców, dodatkowo położona została zasłona dymną. Maszyny amerykańskie dosyć często markowały swoje ataki w ten sposób by wymusić na przeciwniku manewrowanie.
niszczyciele Taffy 3 stawiają zasłonę dymną
Przewaga japońska w liczbie, kalibrze dział, jak i opancerzeniu okrętów była wręcz miażdżąca. Flota Cesarstwa zrobiła, co należało w takiej sytuacji, a mianowicie natychmiast po odkryciu przeciwnika położyli się na kurs zbliżeniowy i po zredukowaniu odległości rozpoczęli ostrzał artyleryjski. Eskortę 6 lotniskowców eskortowych stanowiło 7 niszczycieli, z czego 4 eskortowe, czyli o zmniejszonej ilości wyrzutni torpedowych w przeciwieństwie typu Fletcher. W tym momencie dotarł do amerykańskiego dowództwa błąd który popełnili, między flotą inwazyjną i transportową stało tylko kilka nie ma co się oszukiwać puszek blaszanych. Okręty US Navy starały się podejść do ataku torpedowego, jednocześnie stawiając zasłonę dymną. Około godz. 7.13 zespół wszedł w szkwał deszczowy, który do pewnego stopnia ukrył go, i co by nie patrzeć pomógł w prowadzeniu obrony. Najpierw zaatakowały trzy niszczyciele USS „Johnston”, USS „Heermann” i USS „Hoel” należące do typu Fletcher. Wyznaczono im zadanie ataku torpedowego na krążowniki ciężkie, jako że te mając dużą przewagę prędkości już zrównywały się z lotniskowcami. Atak jednak był nieskoordynowany i „Johnston” zaszarżował samotnie na krążownik „Kumano”. Krążownik został trafiony torpedą, co spowodowało jego wyjście z szyku i stratę prędkości. W rewanżu niszczyciel otrzymał kilka trafień pociskami kal. 356, 203 i 152 mm, które zdemolowały nadbudówki i poszarpały okręt, jednak o dziwo udało mu się przeżyć.
Następny „Hoel” przeprowadził nieudany atak na pancernik „Kongō”, ten jednak uniknął wszystkich torped, w zamian trafiając niszczyciel 356-milimetrowym pociskiem w pomost, niszcząc jego łączność i blokując ster. Mimo wszystko „Hoel” zdołał ster odblokować , i odpalił drugą salwę torped, tym razem w kierunku krążownika „Haguro”. Mały niszczyciel szedł na zbliżenie z zespołem japońskim, cały czas strzelając z dział, w rewanżu okręty japońskie zasypały go pociskami i zatonął około 8.55. USS „Heermann” nie wziął udziału w tych atakach,z powodu wadliwego nadajnika radiowego. Został skierowany do drugiego ataku przeprowadzonego przez niszczyciele eskortowe.
Atak rozpoczął się o 7.42, okręty weszły do akcji strzelając ze wszystkiego co mają i zygzakując dla uniknięcia trafień. O dziwo w zygzakowaniu pomagały gejzery ciężkich pocisków, gdyż amerykanie po prostu nakierowywali na nie okręty. Atak „Heermann” spowodował sporo zamieszania w szeregach marynarki Japońskiej. Prawdopodobnie jego torpedy zmusiły kolosa „Yamato” do zmiany kursu, co uniemożliwiło wyjście na skuteczną pozycję ogniową. Atakujące pozostałe niszczyciele eskortowe napotkały barierę ognia, USS „Samuel B. Roberts” po nie udanym ataku na krążownik „Haguro”, został rozstrzelany przez okręty Japońskie. Co ciekawe atak na ten okręt spowodował że manewr uniku pomógł lotnikom, którzy wyeliminowali mu wieżę artylerii głównej Ogólnie rzecz biorąc ataki niszczycieli eskortowych nie był zsynchronizowany, z tego powodu przyniósł niewielkie skutki. Bardziej jednak niż o straty, chodzi o to że wybito Japończyków z szyku. Niszczyciele, po wyczerpaniu zapasu torped, wycofywały się w kierunku lotniskowców eskortowych równocześnie osłaniając je zasłoną dymną.
Około 8.40 okręty Japońskie zrównały się z lotniskowcami, i rozpoczęła się walka artyleryjska. Zdecydowana przewaga była po stronie Japońskiej, gdyż okręty typu Casablanca( a wszystkie 6 jednostek Taffy 3 było tego typu) miały tylko po jednej armacie kal. 127 mm i artylerię małego kalibru. Jednak walka potoczyła się w dość niespodziewany, i można powiedzieć sensacyjny sposób. Japończycy byli tak bardzo skoncentrowani na zbliżaniu się i doganianiu zespołu amerykańskiego, że o manewrowaniu i unikach nie było mowy. Dodatkowym szkwał deszczowy, przy nie najlepszej jakości radarach Japońskich robił swoje. Jednocześnie Japończycy zauważyli w polu widzenia kolejną grupę lotniskowców Taffy 2. Kurita wysłał przeciwko tamtej grupie zespół własny z pancernikiem „Haruną” na czele. Japończycy zbliżyli się gwałtownie i już około godziny 9 prowadzili ostrzał z dystansu 10000 metrów, ,,puszki`` odpowiadały ogniem i osiągały trafienia. USS „Kalinin Bay” trafił trzykrotnie, a USS „White Plains” sześciokrotnie trafił krążownik „Chōkai” co razem z trafieniem 227 kg bombą z Avengera spowodowało spore pożary, które zaś ostatecznie spowodowały że wydano rozkaz samozatopienia jednostki( mimo że badania wraku nie potwierdzają już tezy o detonacji torped, to też stopień uszkodzeń nie był aż tak duży jak sądzono)
Ale i amerykanie ponosili straty, po dramatycznej walce USS „Gambier Bay” trafiony kilkanaście razy pociskami ciężkimi zmienił się w płonący wrak i zatonął o 9.11. W tym czasie nastąpił śmiało można powiedzieć samobójczy atak niszczyciela „Johnston” na grupę niszczycieli japońskich wspartą przez krążownik „Yahagi”. Atak zakończył się zniszczeniem okrętu amerykańskiego ogniem artyleryjskim i jego zatonięciem o 10.10 z ponad połową załogi.
wizja artystyczna końca USS Gambler Bay
Dowódca drugiej grupy lotniskowców eskortowych na wieść o ataku na Taffy 3 ściągnął wszystkie samoloty ktore posiadał na pokład. Po przezbrojeniu koło godziny 8 wysłano w powietrze około 80 maszyn, a następne 24 po około 30 minutach Samoloty Taffy 2 znalazły się w odpowiednim miejscu i czasie, zresztą dowódca doskonale wiedział, że jeśli Japończycy zniszczą Taffy 3 to on będzie następny. A jeśli i on by nie dał rady to do momentu powrotu 3 Floty Halseya Japończycy bez problemu wybili by transportowce które stały w rejonie desantu. Trafiono torpedą krążownik ciężki „Chikuma”,odniósł tak poważne uszkodzenia że musiał zostać dobity przez własne niszczyciele. Uszkodzenia odniosły też krążowniki ciężkie „Suzuya” i Kumano. Kurita miał dość, widząc rosnące straty od ataków powietrznych i małą skuteczność pościgu, podjęto decyzję o wycofaniu się z walki.
Bitwa dobiegła końca.
Kiedy wydawało się że jest po wszystkim nad zespołem pojawiły się Japońskie samoloty z grupy ,,Shikishima``. Była to jednostka Kamikadze, czyli pilotów samobójców którzy mieli rozbijać swoje maszyny o pokłady amerykańskich okrętów. Nad lotniskowcami pojawiła się grupa 9 maszyn A6M2 Zero z podwieszonymi bombami które przeprowadziły bardzo skuteczny atak. Na dno posłano USS ,,St.Lo`` i uszkodzono pozostałe 4 okręty. To co nie udało się ciężkim okrętom Japońskim z wielotysięcznymi załogami, zrobiło 9 pilotów. Taffy 3 został w praktyce wyłączony z walki
Bitwa u przylądka Engaño
Zespół lotniskowców wiceadmirała Ozawy został wysłany 20 października z bazy Kisaragi i zmierzała w stronę Filipin jako przynęta. Cztery klasyczne lotniskowce i dwa pancerniki, wyposażone w małe pokłady startowe, zabrały łącznie tylko około 110 samolotów. Planowano użyć ich do ataku powietrznego na lotniskowce amerykańskie, jednak zdawano sobie sprawę, że wyszkolenie pilotów jest tak słabe, że był to lot dla większości w jedną stronę Japoński dowódca doskonale wiedział, że piloci w trakcie 30 godzin szkolenia nie byli w stanie nauczyć się wiele. Plan przewidywał jednakże ewentualne lądowanie tych, którzy ocaleją, na lotniskach filipińskich. Z akładano, że w początkowej fazie zespół ma pozostać niewykryty przez nieprzyjaciela, dopiero 24 października miał ukazać się Amerykanom. Tak też się stało.
Od rana 24.10 wysyłano w eter sygnały radiowe, aby stacje nasłuchowe mogły łatwiej namierzyć okręty japońskie. Około 8 rano do Ozawy dotarł meldunek o wykryciu sił amerykańskich, ostateczny potwierdzający przyszedł o godzinie 11.15 i mówił o okrętach wroga o 180 mil od zespołu. Przed godziną 12 Ozawa wyrzucił powietrzne uderzenie w kierunku lotniskowców amerykańskich. W powietrze wzniosło se łącznie około 80 maszyn. Atak ten przyszedł w niekorzystnym dla Amerykanów momencie, gdyż chwilę po śmiertelnym uszkodzeniem lotniskowca USS „Princeton”. Mimo sprzyjających warunków i zamieszania w zespole amerykańskim, ponad połowa maszyn spadła na skutek ognia przeciwlotniczego i ataków myśliwców US Navy. Amerykanie już wiedzieli o obecności japońskich lotniskowców. Do godz. 15.00 znali już pozycję i siłę zespołu japońskiego, nie wyprowadzili jednak jeszcze uderzenia powietrznego tylko śledzili okręty japońskie z zamiarem zaatakowania ich następnego dnia.
Co najciekawsze, doskonale wiedzieli o marszu zespołu pancerników wiceadmirała Kurity, na który wykonali powietrzne uderzenia. Paradoksalnie jednak Halsey, uważał zespół lotniskowców Ozawy jest największym zagrożeniem. Dowódcą zespołu amerykańskiego został mianowany wiceadmirał Marc Mitscher, pod jego dowództwo oddano dziesięć lotniskowców mających na swych pokładach łącznie 780 samolotów. W nocy z 24 na 25 października utracono jednak kontakt, który odzyskano dopiero koło godz. 3:00. Mitscher wywnioskował z tego, że Ozawa znajduje się zaledwie o 90 mil od jego zespołu, podczas gdy faktycznie odległy o 210 mil. Około godz. 6 rano wyrzucił w powietrze samoloty, nie mając jeszcze meldunku o pozycji przeciwnika, co było o tyle wygodne, że skracało czas reakcji i dawało możliwość szybszego uderzenia na lotniskowce japońskie.
W czasie, gdy Sprague cudem uniknął zagłady, Halsey atakował grupę północną Ozawy. Koło godz. 7.10 Amerykanie dogonili w końcu grupę wiceadm. Jisaburo Ozawy. Adm Halsey miał do dyspozycji 10 lotniskowców, 6 pancerników, 8 krążowników i 41 niszczycieli. Około godz. 8.00 rozpoczęły się ataki na okręty Japońskie. Amerykańskie samoloty szybko rozprawiły się ze słabą obroną powietrzną przeciwnika.
Ostatni weteran Kido Butai ,,Zuikaku`` w wyniku ataku otrzymał 7 trafień torpedami i 9 lub 10 bombami. Okręt dostał mocnego przechyłu i około 14:20 poszedł na dno, trochę wcześniej Ozawa ewakuował się na pokład lekkiego krążownika ,,Oyoda`` Około godziny później ten sam los spotkał mały lotniskowiec Zuiho. Najwcześniej bo po godzinie 9:00 na dno posłano Chitose. W tym momencie do Halseya doszło że dał się wciągnąć w pułapkę.
Zuikaku i Zuiho pod bombami
Zespół został podzielony, główne siły na pełnych obrotach skierował się na pomoc 7 Flocie. W pogoni za pozostałościami grupy Ozawy rzucono 4 ciężkie krążowniki w asyście 9 niszczycieli. Dogoniono Chyiode i zmasakrowano ogniem artyleri, lotniskowiec początkowo odpowiadał ogniem ale mniej więcej po 20 minutach stał się płonącym wrakiem. Oprócz 4 lotniskowców zatopiono 2 niszczyciele, a wieczorem 25.10 okręt podwodny USS „Jallao” dobił uchodzący uszkodzony krążownik ,,Tama``.
Po bitwie
Ostatnim akordem bitwy było zniszczenie zespołu wiozącego zaopatrzenie dla wojsk Cesarstwa. Za atak odpowiadały okręty 7 floty, która zniszczyła grupę japońską, wioząc posiłki na Leyte - z zespołu złożonego z 5 niszczycieli i krążownika na dno poszły krążownik "Kinu" i niszczyciel "Uranami". Dalej amerykanie mogli już zaopatrywać swoje wojska bez problemu, po za atakami kamikadze które przez praktycznie cały czas walk o Filipiny atakowały okręty US Navy. Warto wspomnieć że 23.10 wylądował sam Macarthur, można powiedzieć że zakończony sukcesem atak Kurity mógł by zagrozić głównemu dowódcy, na szczęście do tego nie doszło Mimo pokonania grupy północnej, winą za narażenie marynarki Stanów Zjednoczonych na klęskę obarczyć należy samego dowódcę 3 Floty adm. Halseya. Sam admirał meldował potem że: "Poszukiwania dokonane przez moje samoloty po południu 24 X 1944 r. ujawniły obecność północnego zgrupowania lotniskowców. Podsumowało to obraz wszystkich sił morskich przeciwnika. Wydawało mi się dziecinnie nieaktywne strzeżenie Cieśniny San Bernardino. Zabrałem więc lotniskowce i pod osłoną nocy popłynąłem na północ, aby o świcie zaatakować nieprzyjaciela. Wierzyłem, że centralne zgrupowanie zostało tak poważnie osłabione na Morzu Sibuyan, iż nie może już stanowić zagrożenia dla 7 floty Stanów Zjednoczonych".
W raporcie tym dowódca tłumaczy się też z podjętej decyzji. Na jego szczęście tym razem obyło się bez poważniejszych konsekwencji, a ogólny bilans zysków i strat wypadł na korzyść Amerykanów.
Dzień po bitwie czyli 26 października, mimo dotkliwej porażki, wydział morski Cesarskiej Kwatery Głównej w Tokio obwieścił wielkie zwycięstwo. Propaganda japońska, wskutek fatalnej sytuacji na froncie, była już ostatnim powodem do radości w stolicy państwa ,,Wschodzącego Słońca``. Złamanie ostateczne floty Japońskiej spowodowało pojawienie się pilotów samobójców, którzy zadawali coraz większe straty we flocie Alianckiej. Po ataku utworzono trzy kolejne jednostki kamikaze:„Shikishima”, „Yamato”, „Asahi” i „Yamazakura”. Wszystkie były organizacyjnie podporządkowane kwaterze głównej Cesarskiej Marynarki Wojennej, gdyż to właśnie marynarka poleciła je utworzyć.
Nadchodził czas ,,Boskiego Wiatru``
Bilans
Łączne straty po stronie Cesarstwa przedstawiały się następująco:
3 Pancerniki (Fuso, Musashi, Yamashiro)
4 Lotniskowce( Zuikaku, Zuiho, Chitose, Chiyoda)
6 Ciężkich Krążowników, 3 Lekkie Krążowniki i 10 Niszczycieli
Straty w powietrzu zamykały się w liczbie około 500 samolotów.
Oprócz tego ponad 10000 zabitych i ponad 5000 rannych
Po stronie USA straty przedstawiały się następująco:
1 Lekki lotniskowiec
2 Lotniskowce Eskortowe
4 Niszczyciele
2 Kutry Torpedowe, i 2 okręty podwodne
Jedna ciekawostka, mimo tych strat od luf potężnych okrętów Japońskich okrętów zatonęły tylko: Lotniskowiec eskortowy USS ,,Gambler Bay`` 4 niszczyciele i 2 kutry torpedowe
. Z winy lotnictwa klasycznego zatonął tylko lotniskowiec lekki USS,,Princeton`` i uszkodzono ciężki krążownik USS ,,Birmingham`` . Na rzecz Kamikadze można zapisać: 1 Lotniskowiec eskortowy zatopiony 4 uszkodzone. Ponadto stracono prawie 2800 zabitych i rannych. Dla USA te straty to było nic, dla Japończyków był to koniec
WNIOSKI:
Według mnie wynik bitwy, po za błędem Halseya, był z góry wiadomy. Japończycy liczyli na swoje potężne okręty, zapominając że na Pacyfiku rządzą lotniskowce. Słabość lotnictwa zaokrętowanego dało by się zniwelować skoordynowanym atakiem z samolotami z baz na filipinach. Słaba łączność, a praktycznie jej brak sprawiał że było to niemożliwe. Jedyna szansa pojawiła się 25.10 pod Samar. Gdyby wtedy razem z okrętami Kurity pojawiło by się lotnictwo w jednym przysłowiowym ,,.........em`` to prawdopodobnie 7 Flota została by jeśli nie zniszczona to strasznie okaleczona. Na szczęście dla US Navy japoński dowódca nie wytrzymał i się wycofał.
Prawdopodobnie to uratowało cztery litery Halseya, bo w razie takiej porażki podejrzewam że by poleciał ze skutkiem natychmiastowym.