Jump to content
Forum Shutdown 28/7/2023 Read more... ×
You need to play a total of 30 battles to post in this section.
anonym_LMmE7gRUmCc0

[IX] Seattle

58 comments in this topic

Recommended Posts

[M-D]
[M-D]
Beta Tester
380 posts
17,205 battles

Na początek ustawiłem wszystko tak jak radził Flamu na swoim kanale, ale niestety nie potrafiłem grać bez zwiększonego zasięgu dział, a na krótszy dystans niemoc dział dawała znać o sobie. Zwiększyłem zasięg dział i podjąłem działania by jak najszybciej zrobić dodatkowo IFHE. Doszkoliłem kapitana m.in. z punktów elitarnych, nie pożałowałem również free expa. 

Bez IFHE jeden z najgorszych złomów jakimi grałem. 

 

Jak już macie IFHE to jest lepiej. Możliwe nawet, że da się grać bez modułu zwiększonego zasięgu działu, dając szybszą dosyłkę, ale z uwagi na to, że IX tiery grają i tak non stop z X tierami, wolę już ten większy zasięg dział zachować. Przydaje się, chociaż na pewno lepszy gracz wybierze dosyłacz, bo wykorzysta go zdecydowanie lepiej niż ja. Niestety nie znam miejscówek do kamp za wyspami, ogólnie nie lubię tego rodzaju gry, dlatego też Seattle mnie męczy.

 

Każdy inny styl oprócz schowania się za wyspą i spamowania wrogów pociskami nie wchodzi praktycznie w rachubę. Ewentualnie jak dacie większy zasięg dział, wtedy można spróbować ruszyć się czasami zza wyspy, ale podchodzenie do wrogów na 14-15 km kończy się zazwyczaj tragicznie. Gdyby okręt miał czas przestawienia steru na poziomie Hippera, to i owszem, można by coś podziałać, ale niestety skręca prawie 2 x wolniej od niego (ja mam 8,7 sekundy vs 4,4 sekundy na Hipperze). Do tego papier straszliwy. Wszyscy kochają do niego strzelać. 

 

Ogólnie nieznośny okręt, chociaż z tym IFHE jest lepiej. Na początku była tragedia, teraz po prostu jest okręt bardzo słaby, mega zależny od teamu, nie potrafiący robić wyciągów, nie dający żadnej satysfakcji z gry. Można oczywiście czasami zrobić fajny wynik, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. 

 

Kolega dwa posty wyżej dobrze opisał jego wady, naprawka jest tragiczna, niemniej jednak uważam, że Buffalo jest zdecydowanie lepszym okrętem niż ta łódka. 

Nie polecam. 

  • Boring 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Players
1,693 posts
7,993 battles
11 hours ago, addept said:

Gdyby okręt miał czas przestawienia steru na poziomie Hippera, to i owszem, można by coś podziałać, ale niestety skręca prawie 2 x wolniej od niego (ja mam 8,7 sekundy vs 4,4 sekundy na Hipperze)

Ma lepsze. Porównujesz gołego Seattle'a z Hipciem, z dwoma modułami na ster.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Players
2,011 posts

Swego czasu, gdy jeszcze operacja Wisienka była aktywna, sporo na niej pływałem Clevelandem (i Charlesem na przemian). XP na Clevie nazbierało się dość, by kupić Seattle'a. Zajrzałem jednak wcześniej na forum tudzież wiki wows... i bardzo mnie zmartwiło to, co tu znalazłem. Czy ten okręt (Seattle znaczy) jest aż tak słaby? Cytadela większa niż u Cleva, poważnie? A za pelotkę "robią" same 152 mm i małe działka (gdzie są pięciocalówki?)? I jeszcze zwrotność jak u starej krowy Seattle'a (promień 750 m vs. 660 m, plus dłuższe przestawienie steru) w porównaniu do poprzednika? O matko...

 

Rozumiem, że zarówno Cleve, wcześniejsza T7 Helena i następca T9 Seattle mają taką samą balistykę pocisków. Jednym słowem, na dystansie powyżej 10 km trudno jest trafić niszczarkę zarówno spamując z Cleva, jak też z Seattle'a. Na Wisience Cleve sprawował się świetnie na krótkich dystansach, gdzie radar, sonar i szybkostrzelne działa robiły masakrę. Natomiast im dalej, tym było gorzej. Odo napisał w którymś z postów, że powyżej 12 km można dać sobie spokój ze strzelaniem do niszczarek. Przyznam, że kiedyś myślałem, iż u Amerykańców rzecz ma się trochę inaczej - spam pocisków powinien tak czy siak ukatrupić dedeczka (przyzwyczajenie jeszcze z Omahy). Tymczasem znacznie łatwiej było mi ubić Martelem deskę paradującą bokiem na 12 km, czy wpakować parę cytadel krążkowi na większym dystansie. Jasne, ciężki krążownik wymaga uważnego celowania przy każdej salwie (o spamie można zapomnieć), jednak szybsze pociski i gun reload robią swoje. A jak to wygląda u Seattle (chodzi mi o walkę z innymi krążownikami na 10-14 km)? A sama naprawka czy daje dużą przewagę, czy też niewiele znaczy wobec (ewentualnej) celnej salwy z wysokotierowego pancernika, po której nie ma co zbierać? Thx za wszelkie porady, bo wciąż się waham, czy warto toto...te 9 kupić.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[M-D]
[M-D]
Beta Tester
380 posts
17,205 battles
18 godzin temu, Goomich napisał:

Ma lepsze. Porównujesz gołego Seattle'a z Hipciem, z dwoma modułami na ster.

Fakt, mój błąd. Nie zmienia to faktu, ze to okręt do kampy bardziej niż do aktywnej gry, więc lepiej zainwestować w modyfikację napędu niż w ster. Z drugiej strony może zrezygnować z modułu na kamuflaż i walnąć sobie porządną modyfikację sterowania? W końcu i tak zazwyczaj kampimy gdzieś za wyspą, więc kamo nam nie jest tak bardzo potrzebne, a na pełnym morzu bardziej przyda się zwrotność niż te 1,1 km kamfulażu dodatkowego? 10,7 km .. hmm ...  Ster będzie wtedy na poziomie 5,2 sekundy ...

Może to nawet wypróbuję ... 

 

6 godzin temu, umbra_arboris napisał:

A jak to wygląda u Seattle (chodzi mi o walkę z innymi krążownikami na 10-14 km)? A sama naprawka czy daje dużą przewagę, czy też niewiele znaczy wobec (ewentualnej) celnej salwy z wysokotierowego pancernika, po której nie ma co zbierać? Thx za wszelkie porady, bo wciąż się waham, czy warto toto...te 9 kupić.

 

Z innymi krążkami, to jak przyłapiesz je bokiem i sam możesz walnąć salwę z PP to możesz wbijać im ładne cytadele,  ale trzeba to robić z rozwagą, najlepiej będąc wcześniej samemu niewykrytym i z momentalnym zwrotem, by samemu nie dać się złapać burtą do wroga. No chyba, ze patrzy gdzie indziej, wtedy możesz go porobić. Mordobicie burta w burtę z innymi krążkami może zakończyć się źle, raczej nie warto ryzykować. Niemniej jednak na 8 km możesz nawet pancerniki niższego tieru trochę poobijać, ale wiadomo, że podchodzenie na taki bliski dystans do BB to raczej samobójstwo na dłuższą metę (miałem tak ostatnio, ale wróg mnie zaskoczył, nagle wyskoczył zza wyspy z kierunku, który uważałem za bezpieczny), zwłaszcza przy braku torped. Ogólnie Seattle to kruchy okręt, porcelanowy wręcz. 

 

Co do DD to przydałby się jednak ciut lepszy radar, niemniej jednak jak już złapiesz takiego DD na 8-11 km, to z reguły ładnie go składasz, a jak próbuje się gdzieś schować to jeszcze jesteś w stanie go dorwać, bo parabola lotu pocisków na to pozwala. Chociaż z drugiej strony zdecydowanie ładniej do pompowania DD nadaje się np. St. Louis, który jak włączy sobie przyspieszone ładowanie baterii głównej, to strzela chyba nawet szybciej niż Seattle. 

 

I nie, raczej  nie kupuj, chyba że bardzo chcesz mieć jakieś wyzwanie i trochę adrenaliny. 

 

 

 

 

 

  • Cool 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Players
5,402 posts
24,784 battles

Wróciłem do tego amerykańca i gra mi się nim coraz lepiej, chociaż nie czerpię jakiejś super satysfakcji z tego rodzaju gry okrętami wielkości stodół. Małymi i zwrotnymi typu np. Lanta, kampienie za wyspami jest dosyć proste. W zasadzie jak się skuma o co chodzi, to wbicie średniej np. 80k nie jest wielkim wyczynem, bo wystarczy chwilę postrzelać i dymyż rośnie jak na drożdźach. Jedyny sensowny build dla takich kobył spamerskich z radarem i marną balistyką, to moim zdaniem:

 

1. przyśpieszenie, bo to coś w ogóle ani nie przyspiesza, ani nie hamuje. Praktycznie jesteśmy jak pancernik.

2. przeładowanie, żeby wypluć jak najwięcej pestek w strategicznych miejscach i opanować teren. Zasięg jest do kitu, bo powyżej standardowego i tak ledwo będziemy trafiać, a i jeszcze zaczynamy się świecić na pół mapy, potencjalnie paląc miejscówki, gdzie bez niego, dałoby sie spokojnie sobie stać. Będziemy też tracić czas, bo my w ideale mamy wspierać kapy i krązyć między nimi, a nie klepać okręty pętające sie gdzieś daleko na horyzoncie. Do takiego stylu gry są inne krążki.

3. W manewrze da się pograć, jak kogoś złapiemy BB-ka z działami w innym kierunku, jesteśmy dosyć dobrze osłonięci, albo 1 vs 1 na krótkim dystansie z krążkami.

4. CE to obowiązek, bo pozwala nam uciec jak robi się gorąco.Z flagą wyciągamy prawie 35 węzłów i nie jest to jakoś w takim przypadku bardzo trudne. Nie czekajmy z tym do ostatniego momentu, gdy widzimy, że przeciwnik przepycha nasz zespół. Taki spamer, to cenny atut dla drużyny i szkoda go stracić. Starajmy sie za wszelką cenę przeżyć i zająć następną dobrą miejscówkę.

edit, niby prawda, ale ale tam, gdzie przeciwnik nie napiera, jest bardzo trudno ugrać nawet 40k. W efekcie, zamieniłem moduł niewidziałki na ster, bo nie dam rady tak grać tylko stacjonarnie. Pies drapał z tą niewidziałką i tak prawie cały czas się świecę jak strzelam i mam spota.

5. Stisujemy tez zasadę, 2-3 salwy, rozglądamy sie dookoła i co chwila zerkamy na minimapę. Nie zpominajmy, że w razie zagrożenia, nikt nie każe nam dalej strzelać Za wszelką cenę nie nalezy tez dażyć do idelnej pozycji, aby używac wszystkich wieź. Często lepiej jest obciąć swoją siłę ognia, ale mieć schowany bok

 

Myślę, że po opanowaniu do perfekcji takiej metody gry, być może da nam to jakąś większą przyjemność. Osobiście w ferworze walki, gubię się w gąszczu konsumabli i nie wiem, czy będę umiał to przeskoczyć. W sytuacji podbramkowej, bywa, że wciskam wszyskie na raz, bo nie pamiętam, który jest pod jakim klawiszem, a nie ma czasu się temu przyjrzeć.

  • Cool 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
[M-D]
[M-D]
Beta Tester
380 posts
17,205 battles

W sumie dodatkowy ster zamiast modułu niewidzialności niezbyt wiele zmienia na lepsze, bo i tak wyspotowany Seattle to martwy Seattle. Cytadelę przyjmuje też od dzioba, nawet od co mocniejszych dział niektórych krążków, a jak wróg go widzi to od razu łupie ze wszystkich dział, bo potrafi ładnie zejść na salwę. 

 

Nie cierpię okrętów stojących za wyspami, mam owsiki w czterech literach i nie lubię tak grać, nie mam też ku temu stylowi wypracowanych odpowiednich miejscówek na mapach. 

 

Pograłem trochę bitew w podobny sposób jak Ty, ale mnie zawsze kusi by podczas ucieczki się odgryzać, manewrować i strzelać, a to na Seattle się nie sprawdza. Na Seattle powinno się nie strzelać, zniknąć jak najszybciej i schować się za kolejną wyspą by dopiero stamtąd prowadzić ogień. Wdawanie się w wymianę ogniową w trakcie ucieczki zazwyczaj kończyło się źle, mimo dodatkowego steru. Wróciłem potem do pierwszego ustawienia, bo jednak lepiej szybciej zniknąć niż manewrować na widoku parę sekund dłużej. 

 

Dodatkowo mnie taki styl wyspiarski mierzi totalnie. Wychowałem się na Pertku i opisach jak ORP Piorun prowadził ogień w kierunku Bismarcka :cap_rambo:

 

Niemniej jednak do samego campienia wolę Brytoli. Taki Neptun jest równie kruchy jak Seattle (a może nawet bardziej kruchy), jednak z dymem spokojnie daje radę i komfort gry jest dla mnie nieporównywalny do Seattle. Różnica jest taka, że zazwyczaj w ten dym Neptuna idą salwy pocisków "na błysk dział" lub torpedy, więc należy zachować czujność, bo nie zawsze siedzimy bezpiecznie za wyspą. Przy ucieczce Neptun też obrywa, ale może się zadymić w ucieczce i dalej płynąc, rzucić rybki zmuszające wroga do manewrowania i dzięki tym kombinacjom szybciej zniknąć niż Seattle, na którego jeśli uparł się jakiś goniący DD, to z prędkością maksymalną Seattle słabo to szło (dopałka pomaga, ale DD też mają dopałkę). 

 

W sumie przez to wszystko radar Seattle wykorzystywałem skutecznie niezmiernie rzadko. Bo jak tu podejść do wrogiej niszczary na capie, bez dymu, ze świadomością, że parę km za nią czają się wrogie krążki i BB, które mają Ciebie na salwę? Zazwyczaj to była podróż w jedną stronę, a jeżeli nawet się przeżyło, to wrogi niszczyciel też przeżył, bo radar go ledwie liznął. Pozostawało przytulić się do skałki i odpalić radar z pozycji "szczura" wbitego w skałę w nadziei, że DD podejdzie sam bliżej. Próżna zazwyczaj nadzieja.

 

Do tego przypominam, żeby bez IFHE na kapitanie do Seattle nie podchodzić, bo może zakończyć się zniszczeniem klawiatury lub myszki. :Smile_playing:

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
[POIKO]
Players
158 posts
11,163 battles

Wczoraj zrobiłem pierwszego krakena na Seattle. Im więcej gram tym bardzie go lubię. Nie gram za wyspami. Raczej ciągle jestem w ruchu a w krakenowej bitwie dużo było walki kontaktowej; 2-3 dds zatopione w walce o kapy:)Oczywiście lepiej być dalej niż bliżej celu ale armatki mają wygar. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
[E--C]
Players
725 posts
11,705 battles
17.01.2021 o 14:02, niemaniku napisał:

Wczoraj zrobiłem pierwszego krakena na Seattle. Im więcej gram tym bardzie go lubię. Nie gram za wyspami. Raczej ciągle jestem w ruchu a w krakenowej bitwie dużo było walki kontaktowej; 2-3 dds zatopione w walce o kapy:)Oczywiście lepiej być dalej niż bliżej celu ale armatki mają wygar. ;)

W grze na T7 ;)

 

Właśnie się zastanawiam, czy go kupować, czy robić za free exp. Nie dostał jakiegoś mega bufa? Bo jak czytam o nim również zagraniczne opinie, to jeden z bardziej zhejtowanych okrętów, więc nie chciałbym wrócić do tego wątku pisząc, że zgadzam się z powyższymi opiniami, że Seattle to syf, a coś mi się wydaje że to wysoce prawdopodobny scenariusz, mimo że granie za wysepkami jest dla mnie ok. Tylko, że w większości gier jednak trzeba zza tych wysepek się przemieścić, bo stanie bezczynnie jest bez sensu i team osłabia. Poza tym ten okręt jest chyba na tyle duży, że za małą wyspą się nie schowa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×