IasafaerShiano

Players
  • Content count

    658
  • Joined

  • Last visited

  • Battles

    3234

About IasafaerShiano

  • Rank
    Warrant Officer
  • Birthday 12/01/1992
  • Portal profile IasafaerShiano

Profile Information

Recent Profile Visitors

255 profile views
  1. Coś w tym jest ;)
  2. Przyzwyczaiłem się, że Ty i Greyshark zawsze macie odpowiedź i wytłumaczenie na wszystko w tej grze. Wszyscy dookoła to tępe dzidy, Wy macie zawsze gotową odpowiedź na wszystko. Podziwiam was. 99% graczy widzi ewidentnie, że coś jest nie w porządku, ale wasza dwójka wzajemnej adoracji zawsze ma wyjaśnienie na wszystko...
  3. Też się podłączam. Zrobiłem sobie naprawdę grubą przerwę od gry ostatnio (co mi się nie zdarza), bo to co ma miejsce obecnie trochę zakrawa o kpinę. Wszystko można zrozumieć, losowość, przypadkowość, dobra - gra jest F2P, grają w to też dzieci, ja rozumiem. Ale są granice, gdzie gra przestaje być po prostu przyjemna, dla pewnej części graczy. Jest coraz gorzej. Okręty gdzie naprawdę szło mi nieźle, na których uczyłem się grać... Ranger, mój ulubiony lotniskowiec, niemal 70% WR przy próbie bodaj prawie 250 bitew. Ostatnio rozegrane pod rząd przez 4-5 dni kilkadziesiąt bitew... ogólne WR oscylujące gdzieś wokół chyba 37%? Na okręcie, którym wygrywałem prawie wszystko sam? Dostaję do drużyny takie totalne, bezapelacyjne, absolutnie fenomenalne beztalencia, że mógłbym zatopić 10 z 11 przeciwników, a i tak bym przegrał - takie odnoszę wrażenie, że po prostu gram gry "niewygrywalne". Przecież nie można tego tłumaczyć losowością. Nabiłem jakoś wcześniej to WR, próba niemal 250 bitew nie jest próbą niereprezentacyjną, coś musiałem potrafić, a teraz co? Że nagle absolutnie nic? Że nagle zwykłym przypadkiem nie jestem w wygrać kompletnie niczego? Że jedyne wygrane jakie mam to właściwie też te "z przypadku"? Kiedy odwrotnie... przeciwnik składa się na wyścigi i kończę grę będąc w połowie tabeli z wynikiem 30k dmg na lotnisku siódmego tieru, bo nie zdążę zrobić jednego kółka samolotami już połowa drużyny przeciwnika idzie na dno... Z matematycznego punktu widzenia jest to co najmniej bardzo mało prawdopodobne, żeby losowania przez kilka dni pod rząd były tak skrajnie niekorzystne dla takiej ilości graczy... możliwe, ale istotnie bardzo mało prawdopodobne i grubo podejrzane. Albo są to celowe manipulacje, albo wasz mechanizm po prostu nie ogarnia tematu. Macie taką nadpopulację słabych graczy, że ta gra zrobiła się po prostu grą dla słabeuszy i dyskretnie próbujecie graczom, którzy coś tam ogarniają powiedzieć "papa". W końcu jak to zacytował jakiś czas temu łobuz... "słabi gracze też mają pieniądze" ... no skoro tak ma być to niech będzie. Dla mnie to jest znak, że gracze, którzy coś tam ogarniają i robią lepsze wyniki od normy są po prostu niepożądani i przez tego typu mechanizmy losowań mówi im się "dyskretnie", żeby poszukali sobie już innej gry, bo w tą są "za dobrzy". Ta gra wygląda tak, jakby Wargaming chciał "subtelnie" dać do zrozumienia, że to właśnie my, gracze nieco lepsi od normy psujemy rozgrywkę całej reszcie, że umiejętności nieco wyższe od małpy są niepożądane, bo psują grę całej pozostałej większości, która poza chęcią "poszczelania" nie reprezentuje sobą absolutnie nic - no ale płaci, niemało, bo w końcu casuale płacą najwięcej, wszak interesuje ich tylko bezrefleksyjna szczelanina.
  4. Ja też jestem co jakiś czas torpedowany przez jakiegoś narwańca. Jakiś czas temu tez mnie na Lexie storpedował Hipper (już był różowy). Rozchodziło się generalnie o to, że bitwa ogólnie nie poszła całej drużynie. Zarówno ja, jak i wrogie lotnisko niewiele zrobiło, bo MM nie rozpieszczał i pod koniec bitwy zostałem praktycznie bez samolotów. Niczym szczególnym nie było, że całe rage skupił się na mnie, choć od początku było wiadomo, że lotniska robią w tej bitwie za atrapę, bo autentycznie nie było co bić, większość okrętów T10, a te które tierowo odpowiadały Lexowi to były okręty pokroju Kutuzowa, więc i tak źle i tak niedobrze. Hipper był w dywizjonie z Bismarckiem, który jak na ironię też był różowy i obydwaj pacjenci pływali od początku bitwy na totalnych tyłach, unikając jakiejkolwiek konfrontacji z przeciwnikiem. Na koniec oczywiście obaj stwierdzili ze przegrana to moja wina i Hipper mnie storpedował
  5. Widzisz. *edited* dostałeś na Lexie :D Współczułbym Ci, ale w obliczu tego, że sam ostatnio miałem dzienne WR na lotni 14% to jest to nawet zabawne, że nie jestem sam :D Ten post był edytowany przez zespół moderacji z powodu: naruszenie 1 punktu regulaminu (wulgaryzmy).
  6. Kiepsko, ja ostatnio z NC w Montanę miałem 9/9 trafień i wszystkie przebiły skubańca na wylot. Byłem bliski załamania nerwowego. Tym bardziej, że chwilę później od tej samej Montany dostałem przez dziób za prawie 30k
  7. Nawet mnie nie wkurzaj... przez takie elementy co patch gwałcą tą klasę... Ewidentnie matchmaking się na mnie uwziął od ostatnich paru dni, bo to jest nierealne, żebym nagle nie potrafił wygrać żadnej bitwy. To jest jakaś patologia, bo te niecałe 50% wygranych to są bitwy, w których przeciwnik poskładał się tak szybko, że w wygranych mam najgorsze wyniki, bo nie zdążę nic nabić, a w tych przegranych robię za pięciu. I znowu uczepię się tej pelotki... ja nie wiem do czego do zmierza, żeby V tierowy Konig wybił mi niemal całą eskadrę Rangera... bo tak mu się podoba?
  8. Cyrku ciąg dalszy. Mam was WG w głębokiej dupie. Proszę zwrócić uwagę, że problem dotyczy tylko lotniskowców. Klasa, na której miałem stabilne 60% WRa niezależnie od tieru i nacji. Nagle się oduczyłem grać. A tu w szerszym przedziale czasowym...
  9. No normalnie kuźwa hit :D http://wows-numbers.com/player/537373962,Drucik33_sniper/
  10. On tam notorycznie ma bana na czata :D Drugi bax rośnie hehehe. Tylko czekać, aż zacznie szczelać do swoich Swoją drogą. MageT91 spotkany w którejś tam z bitew... dziś mam taki wkurw na WoWsa, że zapomniałem jaki był nawet wynik, wybacz Mage. Ale pamiętałem, że gdzieś mi mignąłeś.
  11. Koledzy mam hit. Trafiłem po przeciwnej stronie tym razem na takie boty, których Szokak popełnił sepuku na początku bitwy, a i tak... uwaga.... był trzeci od końca Ktoś przebije? xD
  12. Wyczuwam szlaban
  13. Wiesz, przy 30% szansie na podpałkę wchodzą nie rzadko 3 pożary na raz jak Ci RNG polosuje. W sumie jakbyś strzelał całą bitwę z HE i miał farta, że Twoje cele nie schodziłyby zbyt szybko od innych sojuszniczych pocisków to z samych pożarów mógłbyś wynieść porównywalny DMG jak przy cytkach z AP. Ja też próbuje innej ciekawej taktyki. Ogólnie ludzie nie są przyzwyczajeni, że ktoś bije z HE. Jak strzelam się z jakimś wrogim pancerzem to kilka salw idzie z HE, jak go już podpalę to niepostrzeżenie przeładowuje na APki. Nieostrożny gracz założy, że trafił na pomidora, który bije z HE na bliskim dystansie i zaczyna chętniej pokazywać burtę by oddać do mnie salwę i wtedy dostaje łomot
  14. Nie martw się, ja dostałem pestką w dymie, kompletny blind shot, facet nie miał prawa wiedzieć gdzie jestem, bo nie strzelałem zdradzając pozycję. Po prostu wypalił na totalnym farcie i dostałem za 20 koła na NO. Skończyłem grę mając 924 DMG
  15. Powiem tak Panie kolego. Robisz jak uważasz, definiujesz szacunek po swojemu spoko. Nie lubimy po prostu w grze takich sytuacji, bo często przez takie osoby leci cała bitwa. Zbyt wiele razy widziałem asa wbitego w wyspę przez 20 minut, albo takiego co zatrzymał się w połowie capa i nie ruszył się już do końca gry, aż go rozstrzelali. Takich pacjentów widuje się regularnie w bitwach. Po prostu nie lubimy afkowiczów i jeśli jesteś stałym bywalcem forum dobrze wiesz, że dla takich jest osobne miejsce w WG-owskim piekle. Są sprawy ważne, dla których każdy zrozumie, że wyjdziesz z bitwy nawet jak właśnie strzelasz się na close, a są takie sprawy, które mogą poczekać te parę minut i świat przez to nie zginie, ani niczyja duma nie zostanie nadszarpnięta. A skoro ktoś obraża się, bo nie rzucasz wszystkiego i nie idziesz szukać płytki z Windowsem to osobiście nie chciałbym mieć takiego kumpla, czy tam kuzyna. Gdyby ktoś obraził się o to, że musi chwilę poczekać to byłaby to ostatnia rzecz jaką bym dla niego zrobił, bo nie jestem chłopcem na posyłki czekającym w boksie startowym, żeby rzucić wszystko gdy tylko mnie o coś poproszą. I nie ma to nic wspólnego z szacunkiem, to raczej właśnie brakiem szacunku jest oczekiwać, że ktoś rzuci wszystko, gdy tylko go prosimy. No, ale spoko. Nie bierz tego do siebie. Wiedz tylko, że wiele osób raczej niezbyt przychylnie podejdzie do takiego frywolnego porzucenia drużyny. Wiadomo to tylko gra, ale gra z żywymi ludźmi, którym też należy się jakiś szacunek za poświęcony czas. W końcu 12 osób poświęca swój czas, żeby wszyscy się dobrze bawili. Gra grą, ale to tak samo jak na zwykłej imprezie z kumplami trafi się jeden, który będzie wszystkim działał na nerwy - analogiczna sytuacja. 12 osób rezerwuje sloty w bitwie, każdy liczy na dobrą zabawę, a tu nagle się okazuje, że dwóch leci w kulki, bo stwierdzili, że jednak pójdą sobie zrobić herbatę, a w między czasie jeszcze pójdą do sklepu po bułki. No to powiedz mi jak się nie wkurzyć.