IasafaerShiano

Players
  • Content count

    480
  • Joined

  • Last visited

  • Battles

    2957

About IasafaerShiano

Profile Information

Recent Profile Visitors

129 profile views
  1. Oj nie Panie kolego. Ilekroć wezmę krążka to dostaję łomot. Ta klasa jest skrajnie niegrywalna dla gracza przeciętnego. Na tym albo lamisz, albo ogarniasz ponad przeciętnie. Jeszcze na niskich tierach idzie przeżyć jako przeciętniak. Do Omahy jeszcze grało się znośnie o ile nie wyrzucało mnie na siódemki. Ale od Clevelanda to już dajże Pan spokój. Mogłem sobie pływać burtą, dziobem ,rufą, czy do góry nogami... jeden *uj. Teraz męczę okazyjnie New Orleansa, staram się zgłębiać tajniki gry krążownikiem, ale sorry nie bawi mnie kitranie się za wyspą, ani walka defensywna na kursie odchodzącym, bo to żadna gra. Jakakolwiek agresywniejsza gra krążkiem to "one way ticket". Oczywiście, że mnie wyeliminował. Nie namacalnie, ale formalnie owszem. Nie jestem w stanie nic zrobić krążownikiem mając ogryzki HP. Brak buforu bezpieczeństwa w razie jakiegokolwiek wykrycia sprawia, że nie nazwałbym tego "bardzo uważać", lecz "siedź i się nie wyhylaj". Czyli 20 minut psu w dupę, muszę pływać na tyłach, cały czas pozostawać w ukryciu i się nie wychylać - czyli w praktyce rzadko oddam strzał, bo w większości sytuacji spowoduje to wyspotowanie mnie i ktoś tam na pewno zainteresuje się pływającą tarczą na ostatkach sił.
  2. Kiedyś wbijałem więcej cytadel, jak mi zaczęło rosnąć WR i moja świadomość na temat mechaniki trafienia krytyczne zmalały do absolutnego minimum. Rzadko kiedy jestem w stanie przekroczyć 100k na pancerniku VII tieru. Paradoksalnie im większe mam umiejętności i wiedzę na temat gry tym gorzej mi się gra, bo widzę te absurdy. Analogicznie... nauczyłem się "nie pokazuj burty", a gra coraz częściej próbuje mi udowodnić, że to tak naprawdę tylko efekt placebo i jeśli RNG wylosuje to i tak dostanę łomot. Są oczywiście wirtuozi krążków powiedzmy jak Dropsiq, ale do diabła nie uważam, by gra miała polegać na takim lawirowaniu jak gówno w przeręblu, bo każde pechowe trafienie pod absurdalnym kątem może sprawić, że idziesz na dno, albo zostajesz na ogryzku. Nie muszę daleko szukać. Odpalam bitwę niedawno New Orleanem, płynę dziobem na capa i nagle dostaję skądś tam salwę, ale istotne jest to, że to był początek bitwy, więc strzelał ktoś kto był centralnie przede mną. No i *uj. Dostałem za 3/4 hp, dostało mi tam może 5-6k HP i weź mi wyjaśnij co mam do końca bitwy robić takim okrętem. Przecież momentalnie przypadkowe trafienie wyłączyło mnie z bitwy na starcie. Stałem się z miejsca free fragiem dla każdego komu się pokażę na oczy, bo nawet japońska deska mnie pośle na dno w tym stanie.
  3. Proszę Cię grasz w te grę od 5 tysięcy bitew nie każ mi udowadniać rzeczy oczywistych. Dobrze wiesz, że są takie bitwy gdzie dostajesz sromotny *edit* pod każdym możliwym kątem i przez maszt. Ten post był edytowany przez zespół moderacji z powodu: wulgaryzmy
  4. Dobra, ale sytuacja, której sam doświadczyłem nie pozostawia wątpliwości. Nawet zakładając ogromne rozjechanie się z serwerem pozycje okrętów wykluczają możliwość przebicia pancerza w tym miejscu. Nie istnieje trajektoria nie łamiąca praw fizyki, która doprowadziłaby pocisk do cytadeli przy tym położeniu okrętów. Ustawiona dziobem NC jest jednym z najtwardszych jednostek w tej grze. Dokładnie. Od poczatku się wałkuje "nie płyń burtą", ale są takie bitwy gdzie możesz spokojnie walić broadsidem, bo i tak ciągle dostajesz łomot. Na rankedach Leanderem w ogóle kładę lachę na kątowanie się, bo jakbym nie kręcił sterem i tak jestem dewastowany. Nie ma znaczenia jak się ustawię do przeciwnika, będzie chciał to mnie pośle na dno jednym trafieniem... i robi to nadzwyczaj często.
  5. Jaki kąt uwzględnia? Weź mi wytłumacz w takim razie w jaki sposób wpakowałem cytadelę za 16k North Carolinie, która była do mnie ustawiona perfekcyjnie dziobem. Toć przecież musnąłem jej burte, ledwie dotknąłem. I co przebiłem pancerz o grubości 160mm pociskiem 350mm pod kątem 0 stopni? Naprawdę? ten pocisk powinien się odbić, nie powinien nawet detonować tylko powędrować w odmęty oceanu.
  6. Oczywiśćie, że tak. Bzdurą jest sądzić, że nagle magicznie wszyscy rzuciliby jedyną na rynku grę o tej tematyce tylko dlatego, bo pojawiło się źdźbło realizmu. Tym bardziej, że większość postulatów to nie są jakieś dramatyczne zmiany mechaniki. Ot żeby mi gra uwzględniałą do diabła kat uderzenia i żeby nie dochodziło do absurdu, że pocisk muska moją burdę i zara jest wielkie JEBUBUBJUBUBUBUBBU i 3/4 hp psu w dupę. Przecież z tego powodu większość krążków jest w praktyce niemal niegrywalna i ludzie zamiast nimi walczyć kitrają się za wyspami i paziują, bo jakakolwiek otwarta konfrontacja to dla krążownika wyrok śmierci. Możesz się kręcić jak gówno w przeręblu, unikać potencjalnych trafień, a i tak RNG pośle Cię na dno po kilku trafieniach, bo tak. Jeśli dorzucimy do tego dupny matchmaking, który nie rzadko wrzuca okręt znacznie słabszy na pożarcie znacznie silniejszych jednostek to dochodzimy do miejsca, w którym niektóre okręty są absolutnie niegrywalne dla przeciętnego gracza.
  7. Nie są problemem obrażenia od trafienia w cytadelę. Problemem jest łatwość z jaką można ją wbić przeciwnikowi. Problem w tym, że gra ignoruje kąt uderzenia. W jaki sposób krążownik na kursie odchodzącym dostający w rufę dostaje 3 cytadele. To absurd, albo moje trafienie w NC, które zamieściłem powyżej. Ja nie mam pretensji o to, że dostając cytadelę wyparowuje mi połowa HP. Mnie przeszkadza to, że bez względu jak się skątuje, jeśli RNG tak zdecyduje to dostanę trafienie w cytadelę.
  8. To jest to! Chyba kupie sobie szarego
  9. W nienawiści do HE na pancerzach zostałem wychowany, a teraz się okazuje, że tak średnio słusznie...
  10. Krzysiek_1990 spotkany na Belfaście. Dostał od bagietki 20k przez dziób. RIP
  11. Czy jest jeszcze w grze jakiś relatywnie tani okręt, a zarabiający podobnie do Missouri? Tak, żeby chociaż połowę tego hajsu co zarabia Miś? Przy moim zamiłowaniu do trwonienia free expa nie zarobię na ten wynalazek do końca życia.
  12. To ja się pytam kto wprowadził taką modę na walenie tylko z APków na pancerzu... sam nie raz lubię przylutować z HE bo to dodatkowe baretki za uszkodzone moduły i pożary = wincyj expa
  13. Ja tak nietypowo. Proszę o błogosławieństwo jakiegoś super unicuma. Mam tylko jeden pakiet smoczych flag i muszę za jedną bitwą zdobyć tak ze 15k expa, żeby w końcu zbadań North Carolajne. Wish me luck Dzienne 100% + premium + flagi + walentynkowe camo + szczypta szczęścia - uda się? Jak mi wylosuje totalną pomidorową, albo dostanę detonację, albo RNG powie "nie, nie kolego, nie dziś" ... EDIT: Ktoś chyba trzymał tylko jednego kciuka o ile w ogóle trzymał 109k i sporo baretek, TOP1, ale byłem ślepy i wbiłem się w wyspę po czym storpedował mnie Scharnhorst No i nie wygraliśmy No i tylko 5.9k expa lol
  14. Ter_ion i podobni znowu Ci powiedzą zaraz, że to gra arcade i żeby zachować balans to samoloty muszą padać jak muchy, bo inaczej BBrajanki nie nadążają klikać WSAD, żeby wyminąć. Lotniskowce są najbardziej pokrzywdzoną klasą, bo gdyby posiadały pełnie swoich bojowych możliwości to gnoili by te wszystkie Atlanty i Montany. Ale wtedy byłby płacz i jazgot. Lotniskowce są najbardziej znerfioną klasą jeśli weźmiemy pod uwagę ich potencjalne możliwości. Już w ogóle absurdem jest, że jako jedyna klasa w grze mają ograniczoną ilość amunicji (samolotów) i często pod koniec bitwy latają już ogryzkami, gdy pozostałe jednostki zachowują teoretycznie pełnie sprawności bojowej. Czyli na jedno wyjdzie. Czyli zmiana pozorna, dla zachowania pozorów, że coś robią. Ograniczmy siłę AA, ale jednocześnie dajmy po dupie sile ognia i wracamy do punktu wyjścia. Przecież efekt będzie ten sam. Jaka różnica, czy dolecę jednym samolotem i szczęśliwie wsadzę maksymalne obrażenia jedną torpedą, czy dolecę czterema samolotami i wsadzę jakieś śmieszne obrażenia per sztuka, które po zsumowaniu dadzą podobny obraz co przy ataku jedną silniejszą torpedą... ot da to tylko tyle, że mam pewność, że zawsze jakaś torpeda trafi, ale co mnie to robi. Udany nalot to taki, po którym przeciwnik idzie na dno, albo jest chociaż do takiego stopnia zdewastowany, że dobicie go jest kwestią czasu. Co mi da nalot, w którym pancernik mający 100k hp straci 10... tyle co nic. Jedyna nadzieja w zalaniach. Jeśli nerf torped lotniczych obejmie tylko bezpośrednie obrażenia, a pozostawią % prawdopodobieństwa zalania to może przejść, byłbym za. 4 torpedy zamiast jednej, to zawsze 4-krotnie większa szansa na zalanie. Generalnie problem z lotniskowcami jest taki, że owszem są one OP. W rękach dobrego gracza robią taką zadymę, że praktycznie ustawiają bitwę (o ile drużyna nie postawi sobie za punkt honoru udowodnienia, że da się to jeszcze zjebać). Balans tego wynalazku, tak aby zadowoleni byli wszyscy jest cholernie trudny. Zgodnie z realiami historycznymi lotniskowce przejęły panowanie na morzu bardzo szybko i obecnie w czasach współczesnych typowe okręty nawodne mają niewiele do powiedzenia, a karty rozdają lotniskowce i okręty podwodne. W grze jest problem, bo jak Ter_ion kiedyś mimo wszystko słusznie zauważył lotniskowce robią średnio lepsze wyniki w rękach tych samych graczy, choć jednocześnie ciężko na lotniskowcu być graczem średnim, tam albo jesteś pomidor, albo unicum, nie ma zielonych. Nawet przy obecnym, absurdalnym poziomie siły ognia artylerii przeciwlotniczej najlepsi gracze pokroju azella robią regularnie wyniki, która na pozostałych klasach są raczej sporadyczne. Paradoksalnie, pomimo ciągłego nerfa lotniskowców są one nadal solą w oku przeciwnika, ale jednocześnie pozostają średnio grywalne.