viberpol

Players
  • Content count

    116
  • Joined

  • Last visited

  • Battles

    11170

About viberpol

  • Rank
    Leading Rate
  • Birthday
  • Portal profile viberpol

Recent Profile Visitors

104 profile views
  1. No tak, tylko właśnie ja nie proponuję wyrzucenia całości systemu spotowania, tylko jego modyfikację: przerobienie wartości widoczność/widoczność po strzale (imho, sugeruję, że ta wartość powinna być mniejsza niż x2 "widoczność"/skuteczny ogień. Moim zdaniem próbą pójścia w tym kierunku było wprowadzenie mode "cyklon". Co tylko świadczy o tym, że WG się mota. Zobaczcie, że zasięgi "wykrywalności po wystrzale" są ciągle spore. 13 km to efektywny zasięg walki. To już nie będzie walka wyłącznie 1 na 1 bo w takim promieniu łatwo znajdzie się kilka jednostek. Czy wymagam za wiele żeby taki BBrajanek był 13 km od capa, żeby coś widział? ;) CA (torpedy) vs BB to też różnie bywa... Jeśli ktoś ma skilla to wie, że nie pokazuje sie burty nawet BB vs CA/CL, tylko dziób do przodu... Łykniesz torpedę albo dwie ale skasujesz poprzeczkę od "T" gdy krążek pokazuje burtę żeby posłać rybki.
  2. I bardzo dobrze że BB nic nie widzi, to by ich zmusiło do brania aktywnego udziału w walce i wspierania innych klas z bliższej odległości, a nie z 20 - 30 km. Z drugiej strony taki strzelający już mój Fletcher jest widoczny z 12,9 km, więc to całkiem dużo i z całkiem daleka mogę oberwać... 12 - 13 km to już dość efektywny ostrzał od krążków. Te 5,9 widoczności i ostrzał to tylko wtedy, gdy nie odpowiadam na ogień. I bardzo dobrze. Bo zwiększy szanse przeżycia.
  3. Moim zdaniem w naszej "ulubionej" grze jest pewne podstawowe błędne założenie prowadzące do frustracji graczy: system wykrywania i zbiorowego ostrzału. I jest jedno proste rozwiązanie, które zakłada jednak ograniczenie "mądrości zbiorowej teamu" i wymusza modyfikację systemu wykrywania: Usunąć lub ograniczyć (pozostawiając większą efektywność jednostek rzeczywiście wyposażonych w radar) ostrzał typu "huzia na Juzia", gdy jeden spotter podaje dane/korekty do ostrzału dla większości pozostałych członków zespołu, który jest morderczo skuteczny, często prowadząc do szybkiego "zejścia" DD i decyduje o losach rozgrywki zaraz na początku. To oznacza zlikwidowanie lub ograniczenie skuteczności pojedynków artyleryjskich "na radar" do maksymalnej widoczności obiektu wg bardziej realistycznej zasady: "Nie mogę zobaczyć celu, nie mogę trafić". W czasie II WW, gdy wprowadzano radary, udoskonalenie systemu ostrzału bez widoczności zajęło Amerykanom wiele miesięcy. Ostrzał niewidocznych celów oznaczał zużywanie ogromnych ilości amunicji, a długo i tak stosowano zasadę: no visibility, no fire, na przykład w czasie starć nocnych, gdy po kilku incydentach (SF, Guadalcanal) obawiano się friendly fire. Radar (przy wielu jego niedomaganiach, nie mówiąc już o jego skuteczności w obszarze pełnym wysp czy innych źródeł zakłóceń) służył głównie do ostrzegania. Jak to się dzieje, że w naszym świecie Wows wszyscy wiedzą wszystko i strzelają do wszystkiego, to jakoś wymyka mi się z systemu logiki... ;) Czyli: jeśli mój Fletcher ma kamuflaż pozwalający mu pozostać niezauważonym w odległości większej niż 5,8 km od nieprzyjaciela (jeśli nie prowadzę ognia), to widzą i ostrzeliwują mnie tylko te okręty, które są bliżej (a inne, owszem, mogą strzelać, ale prawdopodobieństwo trafienia powinno być o wiele niższe... bo wymiana danych między systemami namierzania kilku jednostek i korekta kursu/ognia wymaga czasu). Jeśli rozpoczynam wymianę ognia, jestem widoczny (ale krócej niż obecne 20 sek po ostatnim strzale, bo co to ma być... widzą dymy z luf po moich wystrzałach??) z odległości 12,9 km i tylko jednostki znajdujące się w takiej odległości mogą mnie trafić. Skończy się kampienie, ostrzeliwanie z 20 - 30 km przez BBs i szybkie unicestwianie wykrytych celów, poprawi się jakość i przyjemność z rozgrywki, bo będzie więcej pojedynko typu 1 vs 1, nawet jeśli rozgrywka się wydłuży.
  4. Może jakiś nowy halloweenowy konkursik, co by sobie osłodzić "wspaniałe że aż strach" zmiany we mgle erm... zadymianiu przed nowym paczem? ;) Jakieś "candies or trick"? ;))
  5. No i bardzo dobrze. Forum jest po to, aby poznawać prywatne opinie i móc wyrobić sobie swoją. Ja uważam, że gra się teoretycznie słabszymi jednostkami właśnie po to, żeby mieć wtedy większą frajdę z pokonania teoretycznie mocniejszego przeciwnika. Nie może być tak, że każdy CV musi być koniecznie równie dobry jak inne. Bo niby czemu? A nawet jak grasz Sho przeciwko Sho, to RNGesus wciska swoje łapki i wynik zależy w dużej części od innych graczy. Z piasku bata nie ukręcisz. A nie rozumiem tylko narzekań, że "Kupiłem za ciężką kasę, a przegrywam. Jak to?". Mam alergię na takie roszczeniowe P2W. Każdy taki wkład jest wartościowy. Również Twoja recka się komuś przyda. Nieprzydatne są niemerytoryczne uwagi różnych takich, że jest "do bani" :) Tak więc głowa do góry, dystans i analityczne podejście... tylko to Cię może uratować w tym zwierzyńcu... ;)
  6. No i każdy lotniskowiec uderzeniowy, a już na pewno Enterprise, czy Shokaku, zjadłby takiego Grafa z niedoświadczonymi pilotami, eksperymentalnymi samolotami i obsługą nie pozwalającą na wzbicie się w powietrze odpowiednio dużego zgrupowania... na śniadanko in real life IMHO. Czego tu się było spodziewać... ;) Skąd w ogóle założenie, że on powinien mieć potencjał równy Enterprise? Powinien mieć szansę, ale czy powinien być równie dobry jak Big E?
  7. I tu się mogę w takim razie zgodzić, że to spora zmiana... I w tym momencie łączę się w bólu z tymi, co liczyli na OP CV ;) Tylko czy oni naprawdę kupowali kota w worku, czy w momencie zakupu wiedzieli, że będzie miał tylko nurkowce? No właśnie... Swoją drogą, moja naturalna skłonność do trzymania się mocniej lub bardziej realiów historycznych, utrzymuje, że ta zmiana była bardziej historyczna. O ile łatwo sobie wyobrazić zmodyfikowanie stukasów do roli skutecznych bombowców pokładowych nie nastręczało problemów, to wyprodukowanie sensownych torpedowców... Na T4 go ze zmniejszonymi dywizjonami i 42 samolotami i po płaczu... ;)
  8. RNG ma swój udział w zrzucie wszystkich bomb... Jedne mogą eksplodować, inne nie, jedne przebijają pancerz, inne rykoszetują, albo je znosi... jak to w życiu... Nie wiem czemu uważasz to za bzdurę? Ile w Twojej opinii spadają bomby zrzucane z lotu nurkowego, a ile z płytkiego kąta w ramach tzw. glide bombing... Taka sama specyfika, jak każda inna w tej grze IMHO. Masz prawo do swojej opinii, że ultra debilny, tak jak ja mam do swojej. Tu zawsze będą się ścierać oczekiwania płacących od planów WG. I to mi jakoś nie pasuje, że narzeka i zniechęca, ale sam nastukał niezły wynik. To czemu inni nie mogą? Istotniejszy komentarz to chyba to jak "inny" był ten okręt omawiany przez CC w stosunku do tego sprzedawanego? Tego nie wiem. Mógłbyś mi wyjaśnić, proszę? Czy tych unikalnych cech nie da się potraktować po prostu jako specyfikę unikalnego okrętu?
  9. Poczekajcie... ale "crap" bo co? On tak narzeka w tym video na Cebulina a przy tym naskrobał jednak całkiem przystojny demydż i był drugi w tabelce. Bo ja tak szczerze mówiąc nie rozumiem co zarzuca się tej jednostce? Że skuteczność tych ich bombowców jest różna, jak różny jest łaskawy RNGesus? Toż to wiadomo było od początku jak towar był sprzedawany, że ma mieć same sztukasy. Ship jak ship, ma pewną specyfikę gry. To ludzie myśleli że dostają maszynkę P2W do wygrywania bitew i dlatego tak narzekają? Trochę nie ogarniam... Dla mnie okręt był nieporozumieniem z samego założenia tj. gdy oni w WG prawie dwa razy powiększyli mu hangar vs rzeczywistość. Chyba że hitlerowcy pod koniec wojny opracowali teorię miniaturyzacji swoich stukasów... On miał zabierać zaledwie 40 samolotów, a nie 72, jak w tym wydumanym scenariuszu. W realu on by nie miał szans z takim Shokaku na tym tierze. Tak tak wiem... Zgoda, że to arcade a nie symulacja, ale jakieś podstawowe założenia względem zachowania realiów historycznych powinny być, bo dzieci będą zdobywać wiedzę na podstawie takich bzdur od WOWs. Jako taki, w ogóle powinien ze swoimi 42 jednostkami i dwupłatowcami torpedowymi trafić na tier 4. A jak tworzą wydumane potworki, to trzeba było zrobić Strassera o większej pojemności hangaru.
  10. No ale jak chcesz to osiągnąć? Nie ma innego sposobu, jak spokojna sugestia i bliskie wsparcie. Padnie taki DDk na odległym CAPie sam, możesz mu spokojnie sprzedać swoje complimenty. Ale czasami zdarzy się człek rozgarnięty i taki duet z Twoim Leanderem naprawdę potrafi od początku ułożyć grę. W sesji ludzie się powtarzają, spróbuj pogadać i wyjaśnić co i jak... na 4 czy 5 kierowców DDków powtarzających się w sesji, znajdziesz takich, z którymi da się nawiązać dobrą współpracę. A potem będziecie się pozdrawiać radośnie, śmiejąc się z grindu rankowego... Jako że sam gram głównie DDkami, mam alergię na toksycznych admirałów, którzy od samego początku wyją, że DDk powinien robić to, a nie tamto i jeszcze nie dymi, bo jest zajęty...
  11. No to jeszcze z setka gier z R5 do R1 i jesteś w domu! ;) No i właśnie o tym mówię... 3 - 4 minuty i wszystko już wiadomo. Szybkie i skuteczne rozwiązanie. Po co czekać i marnować 20 minut, uskuteczniając jakieś chochole tańce, skoro można wszystko rozstrzygnąć jednym zdecydowanym rajdem blisko wspierających się jednostek. Zagrasz trzy czy cztery ranki doczłapując się do R1, to nie będziesz pisać "nie widziałem jeszcze czegoś takiego"... Panowie, kończcie ten sezon, bo trzeba godzinami czekać na bitwę w Lidze wilków morskich! :D
  12. Dokładnie tak. Ter_ion wie, co mówi.
  13. No właśnie. On najpierw wyłączył z gry wrogi niszczyciel. Sam. A jaka różnica, czy zrobi to (on lub z pomocą zespołu) w 2 minucie (i przetrwać, nawet z ogryzkiem HP), czy w 18? Kolosalna. Próbujesz zrozumieć dlaczego Twój niszczyciel pędzi na złamanie karku na CAPa, to właśnie próbuję Ci wyjaśnić, bo widzę że grasz głównie Leanderem. Więc może nie narzekaj na DDki z gorącą głową, tylko je wesprzyj we wczesnej fazie? Ze swoim dymem na Leanderze masz duże szanse wyjść z tego cało, ubić wrogi DD i walnie przyczynić się do sukcesu zespołu.
  14. Może on liczy na pomoc drużyny? ;) Bo jak to jest, że jego mogą rozstrzelać, ale wrogi DDk przy tym nie wyparuje? To znaczy, że "nasi" w tym czasie strzelają w co innego, albo kiepsko celują. Albo są za daleko i w nic nie mogą trafić.
  15. A dla mnie nie ma nic bardziej żenującego, jak team, który czeka na nie wiadomo co, gdy przeciwnik zajmuje CAPy i bitwa kończy się na punkty w 10 minucie z całą flotą kampiącą za skałkami... Czekasz z konfrontacją na CAPie? To wtedy czasami kończy się tak, że przeciwnik wjeżdża ostro i z przytupem, i nic już się nie da zrobić, bo nie wymusisz od cykorów zsynchronizowanego pusha. Wtedy BBki płaczą i narzekają na DD że whatdafuck, czemu mi nie zająłeś capa co bym mógł dłużej postrzelać. A inni z kolei narzekają na DDki, jak te przynajmniej podejmują próbę konfrontacji i wywalczenia przewagi na początku. I uznają to za plagę... Tak więc to bywa różnie... Punkt widzenia zależy od punktu kampienia. Moim zdaniem najlepsze efekty daje jednak warstwowe (DD + 3 km, CA, + 5 km BB) podejście, bliskie wsparcie ostrożne i WCZESNE wejście na CAP, przed zadymionymi krążkami, które mogą z zaskoczenia i niewidki otworzyć ogień i szybko rozstrzelać wrogi DD, zanim wróg zdejmie całe HP z naszego. Mo ale to tylko pod warunkiem, że w tym samym czasie nie koncentrują się na ekscytujących cytadelach z 20 km, które nie mają żadnego znaczenia dla losów starcia. Toż nawet ze zwykłym Farragutem dostajesz rozbicie AA tylko na wyższym kadłubie kosztem jednego działa... Trochę pokory do różnorodności zwierzyńca WG... ;)