Witam.
Konigsberg był moim ulubionym krążownikiem. Przestałem nim grać jakieś 3 miesiące temu. Zagrałem dzisiaj i .......... masakra. Po wystrzeleniu pocisków można iść się ogolić, zapalić papierosa, wyskoczyć z kolegami na browara i po powrocie sprawdzić gdzie spadły. Kuźwa. Kolejny okręt do ustawienia się za jakąś wysepką i nawalania z camper-skiej przyczajki. Dorzućcie mu jeszcze wytwórnice dymu i będzie mógł dołączyć do "Royal Noob-y". Na dystansie 13 km. strzelam do pancernika i widzę jak koleś zmienia kierunek żeby uniknąć mojej salwy. Udaje mu się, bo moje pociski wznoszą się bez końca. Paranoja.