Jump to content

addept

Beta Tester
  • Content Сount

    195
  • Joined

  • Last visited

  • Battles

    5056
  • Clan

    [DV]

About addept

  • Rank
    Petty Officer
  • Insignia

Profile Information

  • Gender
    Male

Recent Profile Visitors

470 profile views
  1. addept

    Plywanie po lini

    Autor chyba zapomniał jak było kiedyś. To, co się dzieje teraz przy linii to jest pikuś w porównaniu do tego co było dawniej. Niektórzy to byli wręcz mistrzami walki przy liniach i zatopić takiego mistrza to dopiero był wyczyn, bo nic go nie blokowało, nic nie wstrzymywało, nic nie zabierało mocy silnika, można było się kręcić raz tak, raz siak, zmniejszać lub zwiększać dowolnie moc silnika momentalnie, a także natychmiastowo kątować się w kierunku aktualnego zagrożenia. Teraz to okręt do linii się lepi jak do , traci moc, łajba kręci się jak jakaś balia, a nie prawdziwy okręt, przyspiesza jak hulajnoga do setki. Jednym słowem dramat. Aktualnie to nawet lubię jak ktoś przy liniach się kręci. Łatwo takiego znokautować, a na dodatek, gdy jest dany typ na tych linach zbyt długo, to ma się stuprocentową pewność, że już nie ucieknie, bo nie zdąży. Autorowi polecam naukę strzelania do tańczących na linii. Nie jest to nic trudnego. Wystarczy odrobina wprawy. W końcu linia jest elementem stałym, więc strzela się jak po linijce.
  2. addept

    Gneisenau (Tier VII)

    Przyzwyczajaj się, bo wyżej będzie podobnie. Niemcy tak po prostu mają. Działa często niedomagają. Na Bismarcku chociaż możesz pójść w pomocniczą i podchodzić na 10 km do przeciwnika, zasypując go gradem ognia i dodatkowo podpalając. W sumie to radzę niemieckimi pancernikami skupiać się na eliminacji krążowników, a w pancerniki bić tylko jak są korzystnie ustawione. W przypadku Gneisenau znajomy ciągle mnie strofował, że gram zbyt asekuracyjnie, bo trzeba wykorzystywać torpedy Gneisenau i iść na przysłowiowe noże w pojedynku 1 vs 1., a przy tak bliskich odległościach celność dział ma znaczenie drugorzędne. Do tego odpowiednio się kątować, bo Gneisenau to ładny kawałek stali na swoim tierze i ustawione dziobem do przeciwnika potrafi znieść ciosy wyższych tierów z godnością. Na Bismarcku jak zrobisz go pod pomocniczą to też będziesz grał blisko wroga i wtedy możesz nawet wspomagać efektywnie swoje niszczyciele i krążki na capach. Masz pomocniczą, masz sondę, nie masz czego się bać grając blisko.
  3. addept

    SZYBKIE PYTANIA I ODPOWIEDZI - prowadzone przez graczy

    Kupiłem sobie pierwszą w życiu lotnię (RYUJO), która miała być pierwotnie wykorzystana w celu robienia aktualnych misji na DD IX tieru. Misje ostatecznie zarzuciłem, ale pozostał mi w porcie okręt i pomyślałem, że go chociaż wymaksuję, bo może się przyda do robienia innych misji w przyszłości. Na razie gram nim głównie w operacjach. Moje pytanie: jak rozdzielić punkty kapitana? Totalnie nie znam się na tym, a chcę wybrać poprawnie. Poradniki, które przejrzałem są raczej przestarzałe w tym względzie (zmiany na CV ciągle przecież trwają). Czy to ma wyglądać tak? I z czego na razie mogę zrezygnować (mam kapitana z 15 punktami)?
  4. I resigned after 374 points. It is no sense. It was mine stupid idea to begin this stupid grind. Never again.
  5. addept

    Seattle

    W sumie dodatkowy ster zamiast modułu niewidzialności niezbyt wiele zmienia na lepsze, bo i tak wyspotowany Seattle to martwy Seattle. Cytadelę przyjmuje też od dzioba, nawet od co mocniejszych dział niektórych krążków, a jak wróg go widzi to od razu łupie ze wszystkich dział, bo potrafi ładnie zejść na salwę. Nie cierpię okrętów stojących za wyspami, mam owsiki w czterech literach i nie lubię tak grać, nie mam też ku temu stylowi wypracowanych odpowiednich miejscówek na mapach. Pograłem trochę bitew w podobny sposób jak Ty, ale mnie zawsze kusi by podczas ucieczki się odgryzać, manewrować i strzelać, a to na Seattle się nie sprawdza. Na Seattle powinno się nie strzelać, zniknąć jak najszybciej i schować się za kolejną wyspą by dopiero stamtąd prowadzić ogień. Wdawanie się w wymianę ogniową w trakcie ucieczki zazwyczaj kończyło się źle, mimo dodatkowego steru. Wróciłem potem do pierwszego ustawienia, bo jednak lepiej szybciej zniknąć niż manewrować na widoku parę sekund dłużej. Dodatkowo mnie taki styl wyspiarski mierzi totalnie. Wychowałem się na Pertku i opisach jak ORP Piorun prowadził ogień w kierunku Bismarcka Niemniej jednak do samego campienia wolę Brytoli. Taki Neptun jest równie kruchy jak Seattle (a może nawet bardziej kruchy), jednak z dymem spokojnie daje radę i komfort gry jest dla mnie nieporównywalny do Seattle. Różnica jest taka, że zazwyczaj w ten dym Neptuna idą salwy pocisków "na błysk dział" lub torpedy, więc należy zachować czujność, bo nie zawsze siedzimy bezpiecznie za wyspą. Przy ucieczce Neptun też obrywa, ale może się zadymić w ucieczce i dalej płynąc, rzucić rybki zmuszające wroga do manewrowania i dzięki tym kombinacjom szybciej zniknąć niż Seattle, na którego jeśli uparł się jakiś goniący DD, to z prędkością maksymalną Seattle słabo to szło (dopałka pomaga, ale DD też mają dopałkę). W sumie przez to wszystko radar Seattle wykorzystywałem skutecznie niezmiernie rzadko. Bo jak tu podejść do wrogiej niszczary na capie, bez dymu, ze świadomością, że parę km za nią czają się wrogie krążki i BB, które mają Ciebie na salwę? Zazwyczaj to była podróż w jedną stronę, a jeżeli nawet się przeżyło, to wrogi niszczyciel też przeżył, bo radar go ledwie liznął. Pozostawało przytulić się do skałki i odpalić radar z pozycji "szczura" wbitego w skałę w nadziei, że DD podejdzie sam bliżej. Próżna zazwyczaj nadzieja. Do tego przypominam, żeby bez IFHE na kapitanie do Seattle nie podchodzić, bo może zakończyć się zniszczeniem klawiatury lub myszki.
  6. addept

    Dzika fala: kompletny przewodnik

    Robiłem wiele maratonów w World of Tanks (w tym kiedyś na wszystkie nacje), nigdy nie dopłacałem ani grosza, bo gdy nie miałem czasu by je zrobić w pełni, to po prostu się za nie brałem. Za nagrody płaciłem w sporych ilościach swoim cennym czasem. W tamtych maratonach, w których brałem udział, poświęcałem co prawda dużo czasu przez 10 -14 dni (ale nie przez cały cholerny miesiąc!) często po parę godzin dziennie (3-5), grając na dobrym poziomie (sporo powyżej przeciętnej, a nie spamując bitwami jak bot na wyścigi), ale byłem w stanie normalnie je robić kosztem wolnego czasu po pracy. Wysiłek był znaczny, ale ja byłem zadowolony, WG też było zadowolone, bo lepsi gracze pokazujący, że maraton da się zrobić, nakręcali spiralę przeciętnych graczy biorących udział w kolejnych maratonach, a jeżeli im się nie udało, to decydowali się czasem na dopłatę do nagrody za pośrednictwem sklepu premium. Za to ten maraton jest wzięty z tyłka, ustawiony wyłącznie dla no-life'ów oraz dzieci mające wakacje. Jest on z góry nastawiony na dojenie kasy, bo pracując praktycznie nie da się go zrobić (wystarczy wyjazd służbowy na 3 dni czy wyjazd z rodziną na weekend i już nici z maratonu, na który poświęciło się 3 tygodnie). Do tego ceny żetonów w sklepie premium są mega wysokie. W grach WG jeszcze takiego masakrycznego maratonu nie widziałem, nie licząc Trofeum Intela (15 miesięcy temu), jednak tam nagrodami były nie jakieś tam piksele, ale: 1 miejsce: ALIENWARE 17 z procesorem Intel® Core™ i7 miejsca od 2 do 251: Procesor Intel® Core™ i7 Tak więc były to nagrody rzeczowe i do tego bardzo konkretne. Ogólnie szkoda czasu na takie badziewie.
  7. addept

    Dzika fala: kompletny przewodnik

    374 żetony paliowe zebrane, więcej bez kupowania Hilla nie można ugrać z tego co widzę. Akurat miałem urlop Najgorsze dla mnie będą misje na lotniskowcach, bo nigdy nimi nie grałem. Nawet kupiłem dziadostwo VI tieru stockowe (poświęciłem trochę free expa) i wypróbowałem na paru bitwach kooperacyjnych, a potem nawet na randoma wyciągnąłem na dwie bitwy by się "wczuć". Niestety lotniskami będę zmuszony grać na randomach, bo trzeba zbierać free expa na lotniskach oraz expa bazowego, a tego nie bitwach kooperacyjnych nie uzbieram ... EDIT. Nie wiem czy będę w stanie uzbierać te 800 punktów, ale to się zobaczy. Może po połowie zrezygnuję? 800 na 850 możliwych do zdobycia żetonów daje bardzo mały margines błędu ... EDIT 2: Dobra, odpuszczam sobie. Spojrzałem na kalendarz misji oraz na mój osobisty kalendarz. Nie ma mowy, żebym je wykonał. Myślałem, że kolejne etapy są co trzy dni, a nie co tydzień. To jest już za dużo. Do tego poziom trudności misji w dyrektywach znacząco wzrasta, a ja już urlopu nie będę miał i nie będę mógł wszystkich ich wykonać, a kasy nie zamierzam wydawać na jego wykonanie. REZYGNUJĘ. Dzięki WG za event, którego nie jestem w stanie wykonać, a piszę to z perspektywy osoby, która wykonała z dziesięć maratonów (tych łatwiejszych i tych trudnych) w World of Tanks i to pracując, a nie podczas urlopu. Dla mnie jest to po prostu awykonalne. Tym samym zamiast zachęcić mnie do gry, skutecznie mi ją na jakiś czas obrzydziliście.
  8. addept

    Rekompensata za CV premium

    Wszyscy lotniarze, na dodatek kupujący lotniskowce premium, są sobie sami winni i nie powinni dostawać żadnych rekompensat, głównie z tego względu, że przez lata byli oprawcami niewinnych BBrajanków, a dzisiaj napastuję bezbronnych DDawidów i ogólnie latają, bzyczą i są uciążliwi niczym muchy.
  9. addept

    Prinz Eitel Friedrich

    Przecież ten BB swoimi działami potrafi doprowadzić do rozpaczy. No chyba, że kolega miał na myśli "dobrego BB premium na scenariusze VI" - wtedy można z czystym sumieniem stwierdzić, że to najlepszy BB premium VI tieru (bo jedyny). Tak czy siak złom totalny. @down Fakt, mój błąd. Co do użyteczności okrętu to cieszę się, że ze mną się zgadzasz.
  10. addept

    Neptune — British Tier IX

    Jednego mi na Neptunie brakuje: pocisków HE. Oczywiście PP dają radę, ale wyobraźcie sobie co to byłby za rzeźnik, gdyby mógł jeszcze przeciwnika podpalać. Bez HE jest to okręt dość trudny. Owszem, mamy dym, który trzeba stosować non stop, ale nie można zapominać by się w tym dymie ruszać. Sam miewałem sytuację, że posłane przez przeciwnika w dym salwy potrafiły zdemolować Neptuna, który nie dość, że kruchy, to jeszcze jest wielki jak na krążka. Najlepiej wobec tego poruszać się z prędkością 1/4 do tyłu lub do przodu, a do przeciwnika nie ustawiać się całkiem bokiem, tylko chociaż trochę skątować, co przyda się nam gdy będziemy chcieli uniknąć rzucony przez wroga na dym zestaw torped. Co do strzelania w dym, to sam wielokrotnie karałem nieostrożne, stojące w dymie Neptuny w podobny sposób, więc znam sytuację od obu stron. Cytki wchodzą wówczas mega łatwo i Neptun idzie witać się z Neptunem. No dobra, skoro HE nam na Neptunie nie dadzą, to przydałby się moduł na rozwijanie prędkości. Ruszanie bywa bolesne, zwłaszcza gdy ktoś nas nakryje radarem w dymie lub idą torpedy (na szczęście mamy hydro, które warto używać, gdy siedzimy w dymie), ale nie tak bardzo bolesne jak hamowanie. Zatrzymuje się prawie jak pancernik. Jak zostaniemy wyspotowani przez DD czy samolot to szybko jesteśmy celem priorytetowym, więc stawiamy zasłonę dymną, która przy większej prędkości rwie się i kończy zanim zatrzymamy. Rozwiązaniem jest podchodzenie do przeciwnika z prędkością 3/4 (gdy wiemy, że przeciwnik może być blisko) z tendencją do zmniejszania do 1/2 od czasu do czasu. Bez tego możemy skończyć żałośnie i szybko. Ogólnie wynikami Neptun mnie jakoś szczególnie nie porywa, raptem 74 k średniego dmg, ale trzeba przyznać, że daje dość niezły fun z gry. Jesteśmy wsparciem, siedzimy sobie w dymie, wspomagamy wymiatanie DD z capów, kroimi krążki, karzemy campiących za skałami. Jest jak najbardziej ok. Do tego dość przyjemne torpedy, które przydają się, bo możemy je puszczać zarówno z dymu, jak i z granicy wykrywalności, zwłaszcza gdy przeciwnik nas goni. Okręt jest trudny do prowadzenia, wymaga ostrożności i doświadczenia. Niemniej jednak jest ok.
  11. addept

    Ibuki

    Bardzo fajny okręt. Polecam wszystkim. Jeden z moich ulubionych krążków jak na razie (dych jeszcze nie mam, ale wszystkie CA IX tieru już przeszedłem) Pali jak inkwizycja, gwałci jak sowieccy żołnierze, czasami kogoś dodatkowo storpeduje. Wkurza przeciwników na każdym kroku. Oczywiście kruchy, jak to krążki mają w zwyczaju, ale jeżeli przeżyje ostrzał to szybko wymyka się z zasięgu widzenia przeciwników, dorzucając na pożegnanie komplet "rybek" dla goniących. Do tego całkiem ładnie potrafi się odbudować naprawkami (o ile oczywiście strzelają w nas z HE, a nie z AP) Okręt dla tych, co lubią być w ruchu i mają owsiki. Polecam samolot zwiadowczy, pomaga w spamowaniu i sięganiu przeciwnika ukrytego za wyspami. Do tego, tak jak mój poprzednik, moduł na reload. Z HE ładnie wchodzi w pancerniki, delikatniejsze krążki też potrafią ostro dostać, dlatego AP bardzo rzadko stosuję, zwłaszcza z tego względu, że zanim przeładujemy, to wrogi krążek już zdąży się skątować i dobra okazja do PP mija, więc lepiej walnąć mu wtedy z HE za 6 k z pożarami. Powoli go kończę. Jak na razie 95 k średniego dmg po 46 bitwach, W/R na poziomie 76 %. Kup Pan. Będziesz Pan zadowolony
  12. addept

    Izumo

    Okręt, który ustawiony dziobem do przeciwnika, może naprawdę bardzo dużo znieść. Największym zagrożeniem dla niego są wówczas spamery HE i podpalenia. Jeden nie to problem, ale dwa to już dupsko nam się pali. Do tego ten bydlak jest tak ogromny, że trudno w niego nie trafić. Skręca jak stodoła, bo w końcu stodołą jest. Pokazywanie boków to często wyrok śmierci. Łyka od burty aż miło, więc trzeba bardzo uważać, żeby się nie wystawiać bokiem nawet do ciężkich krążków, bo można potem bardzo tego żałować. Mam z nim problem, bo grając na tankowanie (dziobem do wrogów), często uciekając "rakiem" na wstecznym, jesteśmy zmuszeni zazwyczaj strzelać do pokątowanych przeciwników. Wtedy tak naprawdę odczuwamy, że nie jest to Yamato, nie jest Musashi. Kaliber dział robi swoje. Najbardziej wkurzające są ruskie BB, które nawet delikatnie skątowane są niemal nie do ruszenia. Niby masz niezły strzał, a wszystko się ślizga po burtach. Aktualnie 81 k średniego dmg, co uznaję za sukces i chociaż na słabym Friedrichu der Große mam podobny wynik (82 k) to jednak Izumo bardziej mnie od Niemca frustruje. Na Ferdku od razu wiedziałem, że strzelanie się z pancernikami nie ma większego sensu (chyba, że płyną max na 15 km i bokiem) i skupiałem się na krążkach oraz niszczycielach, walcząc blisko capów (na mniejszym dziale), tutaj niby działa jakieś mam, ale są mało skuteczne w przyjętym przeze mnie stylu gry. Denerwują mnie dużo bardziej niż na der Große. Nie wiem za bardzo z czego to wynika, w końcu na papierze te działa powinny wyglądać zdecydowanie lepiej niż na Ferdku. Tak jak pisali poprzednicy, o trzecim dziale najlepiej zapomnieć, a szkoda, bo brakuje często tych dodatkowych pocisków w salwie. Ustawiłem go pod gaszenie pożarów, bo lubią się nad nim pastwić zarówno samoloty jak i krążki oraz pancerniki na HE. Z tego też względu nie wstawiałem modyfikacji 2 napędu by lepiej "bujać się" przód i tył. Uznałem, że nie ma to najmniejszego sensu, bo akurat z tym sobie lepiej radzę mimo braku tej modyfikacji niż z pożarami. Poza tym Izumo jest piękny jak 90-letnia prostytutka z 70-letnim przebiegiem. Od dzisiaj zaczynam eksperyment. Przerzucam się głównie na HE. Zobaczymy czy coś to pomoże na moją frustrację. Będę udawał Francuza
×