Jump to content

demencjusz

Players
  • Content Сount

    651
  • Joined

  • Last visited

  • Battles

    7461
  • Clan

    [B-EYE]

About demencjusz

  • Rank
    Officer Cadet
  • Insignia

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. demencjusz

    Großer Kurfürst (Tier X)

    To oczywiste. Jednak Twój najukochańszy Bismarck ma więcej 150-tek, a do tego ma szansę powalczyć wobec tierów, na których kamperiada jest nieco mniejsza, więc częściej jest okazja zrobić użytek z pomocniczej.
  2. demencjusz

    Großer Kurfürst (Tier X)

    Na podstawie tego, co wyczytałem na forum i obejrzałem na YT, uważam, że GK zrobiony pod pomocniczą jest mniej optymalnym wyborem, niż w przypadku przeżywalności. Przede wszystkim: 1) GK ma mniejszy zasięg dział, niż Bismarck (a celność jest niemniej losowa). A to daje się odczuć na X tierze, gdy inne BBki mogą strzelać w GK na długo przed tym, zanim same znajdą się w zasięgu jego dział artylerii głównej... a co dopiero w zasięgu pomocniczej. 2) Wobec w/w faktu, tym bardziej jest bolesne rezygnowanie z kamuflażu na rzecz pomocniczej. 3) Z punktu widzenia spamera pożarów GK jest wdzięcznym celem, bo istnieje szansa, że jest zrobiony pod pomocniczą, więc będzie się dłużej palił i obrażenia z każdego pożaru będą większe (niż w przypadku BBeka robionego pod przeżywalność). 4) GK ma mniej pokaźną artylerię pomocniczą, niż poprzednicy, więc mniej się opłaca inwestowanie w nią. Rzecz jasna te wady nie oznaczają, że build GK pod pomocniczą jest zupełnie niegrywalny. Da się na nim grać, ale jest mniej optymalny. To build bardziej "for fun", wymagający znacznie większych umiejętności w pozycjonowaniu się za osłoną wysp i wyczucia właściwego momentu kiedy warto cisnąć do przodu, a kiedy poczekać. Bez takiego podejścia, ten build może być bardzo frustrujący w graniu, bo nieraz zbiera się obrażenia i podpalenia zanim można odpowiedzieć ogniem. Koniec końców, gdybym kiedyś miał kończyć tę linię, to prawdopodobnie Bismarck byłby ostatnim pancernikiem robionym pod pomocniczą, a Fryderyka z Kurfurstem robiłbym już pod przeżywalność.
  3. demencjusz

    0.7.9 - Aktualizacje map

    Spodobało mi się poczucie humoru projektantów map wyrażone poprzez umieszczenie tych znaków. Natomiast mniej mi się podoba "rozdrobnienie" wyspy na środku. Te "zakamarki" stwarzające sporo okazji do zasadzek zniechęcają BBki do pływania w tym rejonie, wiec ostatecznie i tak część z nich wpływa w rejon "zakazany" znakami.
  4. Niezupełnie. By zdobyć wolny exp (niezależnie od tego czy drogą "przepalania" czy zdobywania samego wolnego expa) trzeba jednak grać. A efektywniej zdobywa się jakikolwiek exp z kontem premium, flagami, kamuflażami itd. Na ich sprzedaży WG też zarabia. Zatem zysk jest nie tylko z tych klientów, którzy "przepalają" expa, ale też z tych, którzy zdobywają go normalną drogą. Poniekąd ("pośrednim") zyskiem też jest to, że gracz pozostaje przy grze i chce w nią grać, a dzięki temu kolejki oczekiwania są krótsze dla tych, którzy wydają więcej pieniędzy na grę. Tak, czy siak cała idea jest nieźle przemyślana. Stąd zlikwidowanie dostępu do okrętów za fxp mogłoby zmniejszyć zyski "pośrednie" i "bezpośrednie". A czy WG zaryzykowałoby taki scenariusz?
  5. demencjusz

    Izumo

    Należę do tej małej grupki graczy, którzy polubili się z Izumo. Nie jest to okręt wybitny, ale "po prostu dobry", potrafiący dać frajdę z gry. A co więcej, przygotowuje do tego, jak grać na Yamato. Oba okręty mają celne działa i oba potrafią wytrzymać sporo na średnim dystansie, a na bliskim padają nadzwyczaj szybko (różnica jest tylko w tym, że Yamato niknie w oczach od cytadel, a Izumo od spamu HEków). Stąd optymalnym dystansem dla tych okrętów jest ok. 14 km - w pobliżu granicy spota. I koniecznie trzeba uważać na pozycjonowanie na mapie, by nie wpakować się pod zmasowany ostrzał, zwłaszcza z różnych kierunków.
  6. demencjusz

    HMS Icarus [VI]

    DDki to jedna z klas, którą ogarniam słabo. Tym niemniej Icarus mnie nie zachwycił. Wg mnie za bardzo musi polegać na perku CE (którego mój kapitan jeszcze nie ma). Bez niego gra się zauważalnie trudniej, bo działa szału nie robią i trudniej o torpedowanie z niewidki przy zaledwie 400 m różnicy między wartością kamuflażu a zasięgiem torped. A i sam czas przeładowania torped jest znaczny. Gdy wziąć pod uwagę granie bez perka CE, to Gaede jest lepszy, nawet biorąc pod uwagę, że ma gorszą wartość kamuflażu, to jednak działa są skuteczniejsze i zapas dystansu do torpedowania z niewidki jest większy. Koniec końców, względem innych niszczycieli Icarus, by być skutecznym, bardziej zależy od perków. Bez nich jest mocno sytuacyjny.
  7. Prędkość przydaje się najbardziej przy pościgu. Ale sam fakt, że na większości map jest od 2 do 4 stref do przejęcia powoduje, że nawet najwolniejsze okręty mają szanse postrzelać. I tak to może wyglądać, że OPki będą w pobliżu capów, a pozostałe klasy z dala od tych capów... ze strachu przed torpedami "znikąd".
  8. demencjusz

    Okręty podwodne - dywagacje na kolacje

    Również podejrzewam, że taki może być częsty scenariusz. Tak jak radarowcy zza górek często blokują DDekom możliwość capowania, tak OPki będą blokowały capy przed cięższymi jednostkami, więc jeszcze więcej pancków i krążków może być z dala od capów. Ciekawe też jest to, w jaki sposób będzie rozwiązane w/w zwalczanie OPeków przez krążki i pancki, bo jednak często się zdarza w bitwach, że jedna strona szybko traci wszystkie DDki... i co wtedy? Czekać kilka minut, aż taki OP się wynurzy i tylko wtedy go ostrzeliwać? I jak będzie wyglądała kwestia capowania przez OPeki? Czy będzie możliwe w zanurzeniu tak, że przeciwnicy nie będą mieli zbyt wielu możliwości obrony?
  9. demencjusz

    Bismarck (Tier VIII)

    Podejrzewam, że te sprzeczności wynikały z ograniczeń Traktatu Wersalskiego, który częściowo "wyłączył" Niemcy z wyścigu badawczo-technologicznego w okresie międzywojennym. O ile jeszcze technologie lotnicze i pancerne mogli przetestować na tajnych poligonach w ZSRR (omijając warunki w/w Traktatu), o tyle z badaniami i rozwijaniem technologii w zakresie budownictwa dużych okrętów wojennych był już problem (trudno to było ukryć w Niemczech, a w ZSRR mogło to być niewykonalne np. z powodu braku wysokiej klasy specjalistów czy ze względów politycznych). I prawdopodobnie stąd wynikał ten miks rozwiązań przestarzałych z nowoczesnymi.
  10. demencjusz

    Bismarck (Tier VIII)

    Od początku dowództwa marynarek Japonii i Niemiec wiedziały o przytłaczającej przewadze flot USA i WB, stąd postanowiły wodować okręty, które miały być jednostkowo silniejsze od tego, co miały floty Aliantów. Mieli pewne wyobrażenie o potędze przemysłu USA i UK, choć w okresie międzywojennym jeszcze nie było pewne, że akurat lotniskowce staną się decydującą siła uderzeniową na morzu. Wtedy wszystkie okręty dopasowywano do koncepcji pancerników jako głównej siły uderzeniowej, a wszystkie inne klasy miały wspierać tę koncepcję. Dopiero wojenne zagrożenie okrętami podwodnymi i wzrost roli lotnictwa sprawił, że wzrosło zapotrzebowanie u Aliantów na niszczyciele i krążowniki w ich bardziej wyspecjalizowanych rolach jako okręty ZOP (niszczyciele) i AA (krążowniki). Ale właśnie... to wynikało z doświadczeń Wojny, a nie przedwojennych koncepcji.
  11. demencjusz

    Bismarck (Tier VIII)

    Przy dywagacjach odnośnie ekonomii danych rozwiązań z II WŚ warto pamiętać, że patrzymy na to z "wygodnej perspektywy" dystansu kilkudziesięciu lat. Dlatego też łatwo nam twierdzić, że lepiej było postąpić inaczej, lepiej było zainwestować w coś innego. Ówcześni dowódcy sił zbrojnych nie mieli takiego "luksusu"; oni wyciągali wnioski z poprzednich starć zbrojnych i próbowali na ich podstawie przepowiadać (by nie powiedzieć "wróżyć"), jak będą wyglądały kolejne wojny. I w takim kontekście szefowie marynarek Japonii i Niemiec zdecydowali, by zwodować mniej liczne, ale potężne okręty, które miały w jakiś sposób górować nad pojedynczymi okrętami tej samej klasy z licznych flot potencjalnych przeciwników. Bismarck, Tirpitz, Yamato i Musashi ten cel akurat spełniały. Natomiast przebieg Wojny na morzu ostatecznie zadecydował, że wodowanie takich "behemotów" to była ślepa uliczka. Tyle, że to nie było takie oczywiste w latach 30-tych XX wieku, gdy podejmowano te decyzje i wodowano okręty.
  12. Wcześniej przypuszczałem, że Vanguard mógłby być taką IX za fxp. Np. z przeładowaniem lepszym, niż u Monarcha, korzystnymi kątami ostrzału wież, dobrą sigmą, superhealem, solidnym AA i jakimś dodatkiem (hydro?). Ale jak widać, WG zdecydowało inaczej....
  13. Ciekawe czy jeszcze mocniej pogorszą WV, by za bardzo nie gniotła na VI tierze z tymi działami. Może to celowy zabieg, by dać Vanguardowi takie słabe parametry we wstępnej odsłonie, bo zawsze później można je podbić. A wiadomo, że lepiej wygląda buffowanie, niż gdyby mieli od początku dać super-hiper-mega-OP parametry, a później je nerfić ku niezadowoleniu klienteli. A nawet, jeśli za mocno Vanguarda nie zbuffują, to pozostanie mieć nadzieję na jakąś solidną IX UK za fxp.
  14. Ciekawe, czy West Virginia będzie w stylu Mutsu (czyli kiepskawe działa o tier niżej)? Dobrze wyliczyłem, że Wichita ma mieć wartość kamuflażu ok. 8,5 km? Kolejny okręt z "syndromem Worcestera"? Faktycznie skromnie się ten Vanguard zapowiada. Monarch 9x 381 mm ładuje w 25 sekund, a ten 8x 381 w 30 sekund. Spora przepaść jest też w obrocie wież 72 vs 45 sekund. Jedyne co go ratuje, to mocniejsze AA, więcej HPków i zasięg dział. Tylko czy to wystarczy, by znalazł nabywców?
  15. demencjusz

    Amagi

    Nic w tym dziwnego. Amagi jest gorzej opancerzony, niż Bismarck (chodzi zarówno o pancerz burtowy, jak i pokład na śródokręciu). A do tego Amagi jest groźniejszym celem z uwagi na celniejsze działa i mocniejszą salwę burtową. Z tych względów prędkość służy tym okrętom do innych celów: Bismarckowi do skracania dystansu, by pomocnicza rozpoczęła koncert, a Amagi do utrzymywania bezpiecznego dystansu (na granicy zasięgu wykrywalności), uników i ucieczki w razie kłopotów.
×