Mnie szczerze ostatnio coraz bardziej bawią coopy - w odróżnieniu od zwykłego multi nie ma cheatów, botów, frustracji na czacie itp. Oczywiście grając ze znajomymi, bo co ciekawe i w coopach niekiedy pojawiają się cheaterzy (nie pytajcie mi po jaki ch... oszukiwać w grze kooperacyjnej). I z coopów mam 2 wybitne gierki do polecenia:
Helldivers - taka niepozorna gierka z lokalną kooperacją (do 4 osób z padami w łapie, można swobodnie łączyć z grą online, np. 3 lokalnie 1 zdalnie). Krótko - najlepsza lokalna kooperacja i jedna z lepszych kooperacji w ogóle, robiona przez ludzi od pierwszej Magicki. Pod względem grywalności -rewelka. Nie pomyślałbym, że izometryczny twin-stick shooter na bardzo ograniczonym, wspólnym ekranie może być tak grywalny. A jest tak grywalne że popierdoliłem prawie zakończoną kampanię z Wiedźmina 3 i po półtora roku - dalej się w to bawimy. Ponad dekadę nie zerwałem nocki na gierkę, a dla Helldiversa robię to regularnie (o ile tylko znajomym pasuje termin). Fabuła lekko na wesoło - jako członkowie Kosmicznego Komitetu Obrony Demokracji krzewimy demokrację w kosmosie, walcząc z cyborgami-komunistami, tzw. Oświeconymi (niebieskie żyjątka w stylu Avatara), którzy wg wywiadu przygotowują broń masowego rażenia i robakami, które na swoich planetach mają ropę, a jak wiadomo demokracja bez ropy nie działa (z resztą robaki, które rozłażą się po całym kosmosie a na ich planetach jest ropa to maksimum aluzji na jakie mogą sobie pozwolić Skandynawowie). Cel gry - robimy losowo generowane misje stosując szeroki zakres uzbrojenia i sprzętu (oprócz walki na piechotę mamy do dyspozycji 3 wersję robotów, 2 wozy bojowe, motorek, a nawet niszczyciel czołgów). Gra bardzo rozbudowana, o samej walce z czołgami komunistów można by napisać książkę. Oczywiście jest pełen friendly fire i momentami naprawdę trzeba się postarać, żeby nie pozabijać kolegów. Jest kupa zabawy, chociaż nie polecam osobom, które się łatwo denerwują.
A poniżej na zachętę materiały wyjaśniające, dlaczego trzeba demokratyzować kosmos:
Victor Vran - w skrócie gra powstała tak - Wiedźmin wyruchał Diablo i urodził się z tego Victor Vran. Taki hack'n'slash, ale nie z interfejsem point'n'click jak to w Diablo, tylko z dynamicznym sterowaniem w stylu Wiedźmina. Co prawda lokalna kooperacja jest taka sobie (tylko 2 osoby), ale zwykła kooperacja działa znakomicie. Właśnie wyszły 2 nowe dodatki odświeżające trochę grę. Jeśli macie dosyć hack'n'slash gdzie tylko zaznacza się wroga i dalej grają cyferki a nie umiejętności - to szczerze polecam Vrana. Przyjemne do pogrania i w porównaniu z Helldiversem - bezstresowe.
Do tego można doliczyć całkiem przyzwoite Magicka 2, Forced, Mother Russia Bleeds czy Broforce (wszystkie mają lokalną kooperację), ale to nie ta liga jeśli idzie o grywalność.